Category: Akcjonariusz

Znikające akcje i pieniądze akcjonariuszy CEDC

Fotolia_śmierć_XSProblemy finansowe spółek giełdowych zawsze rozpalają emocje inwestorów, a szczególnie tych którzy w swoich portfelach mają akcje potencjalnego bankruta. Trudno się temu dziwić, bo w takich sytuacjach gwałtownie rośnie prawdopodobieństwo poniesienia straty. Porównywalne emocje budzą zwykle zapowiedzi „zdjęcia” spółki z giełdy. W takich przypadkach zawsze trwają dyskusje czy akcjonariusze większościowi zapłacą mniejszościowym wystarczająco wysoką cenę. Można sobie wyobrazić co dzieje się w sercach i głowach inwestorów, gdy w przypadku jednej spółki spotkamy oba problemy równocześnie, a dodatkowo wszystko przyprawimy niepewnością wynikającą z konieczności zastosowania obcych regulacji prawnych, które przewidują możliwość anulowania akcji bez wynagrodzenia. Taki wybuchowy miks zaserwowała nam Central European Distribution Corporation (CEDC).

Co akcjonariusz CEDC wiedzieć powinien

CEDC jest jednym z największych na świecie producentów wódki. Głównymi rynkami, na których działa CEDC jest Rosja, Węgry i Polska, w której zarządza takimi markami jak Bols, Żubrówka i Absolwent. CEDC jest zarejestrowana w amerykańskim stanie Delaware, ale jej akcje są notowana na amerykańskim NASDAQ i warszawskiej giełdzie. Spółka ma jednak tak duże kłopoty z udźwignięciem ciężaru swojego zadłużenia, że zwróciła się do amerykańskiego sądu o ochronę przed wierzycielami, korzystając z dobrodziejstwa słynnego Rozdziału 11 (Chapter 11). W ramach tej szczególnej procedury możliwe jest przeprowadzenia szybkiej i głębokiej restrukturyzacji zarówno zadłużenia, jak i samego przedsiębiorstwa. CEDC zaproponowała wierzycielom stosowne redukcje, odroczenia płatności i raty. Jednak częścią planu naprawczego jest emisja nowych akcji skierowana do Roust Trading Ltd., połączona z anulowaniem wszystkich dotychczasowych akcji. Innymi słowy, dzisiejsi akcjonariusze stracą swoje akcje, a spółka zostanie przejęta przez Roust Trading Ltd. Początkowo akcjonariuszom miała zostać wypłacona symboliczna rekompensata w łącznej kwocie 5 mln USD, ale pomysł ten porzucono. Jeśli ta część planu restrukturyzacji zostanie zrealizowana, to przestaną istnieć wszystkie dotychczasowe akcje spółki, w tym też akcje CEDC notowane na warszawskiej giełdzie.

Czy będzie wezwanie na akcje CEDC?

Taka na razie hipotetyczna możliwość wywołała ciekawą dyskusję prawniczą. Unicestwienie wszystkich akcji spółki giełdowej spowoduje, że nie będą one notowane, bo – proszę wybaczyć truizm – nie da się notować czegoś czego nie ma. W tym zakresie skutek będzie identyczny ze skutkiem zniesienia dematerializacji akcji i wycofania ich z obrotu giełdowego. W tym ostatnim przypadku, musi to być jednak poprzedzone ogłoszeniem wezwania. Powstaje więc pytanie czy jeśli w ramach procedury restrukturyzacyjnej wszystkie akcje CEDC zostaną „anulowane”, konieczne też będzie ogłoszenie wezwania?

Moim zdaniem nie.

Obowiązek ogłoszenia wezwania przed zdjęciem spółki z giełdy istnieje wyłącznie na wniosek samej spółki składany w przypadku, gdy akcjonariusze dominujący zamierzają spółkę publiczną zmienić w prywatną, przywracając jej akcjom formę dokumentu. W innych przypadkach utraty statusu przez spółkę giełdową, nie ma takiego obowiązku. Wezwanie nie poprzedza np. ani decyzji KNF lub GPW o wykluczeniu z obrotu, ani nie następuje przed upływem pół roku od uprawomocnienia się postanowienia o ogłoszeniu upadłości likwidacyjnej spółki. W takich przypadkach akcje spółki przestają być notowane bez ogłaszania wezwania. Ogłaszanie wezwania nie jest więc niezbędnym elementem ani utraty statusu spółki giełdowej, ani nawet zniesienia dematerializacji akcji.

Nie ma obowiązku ogłaszania wezwania również w sytuacji, gdy wszystkie notowane akcje zostają unicestwione. W KSH mechanizmem unicestwiania akcji jest ich umarzanie. W szczególnej konstrukcji umorzenia przymusowego lub automatycznego akcje zostają unicestwione w majątku akcjonariusza, czyli „znikają” mimo, że są jego własnością (alternatywą jest umorzenie dobrowolne, poprzedzane nabyciem akcji przez spółkę w celu ich umorzenia). Przy umorzeniu przymusowym nie dochodzi więc do nabycia akcji i ich umorzenia, a jedynie ich umorzenia, bez konieczności ich nabywania. Można sobie wyobrazić, że realizacja umieszczonej w statucie spółki giełdowej klauzuli umorzenia wszystkich pozostających w obrocie giełdowym akcji miałoby właśnie skutek w postaci usunięcia ich z obrotu bez konieczności ogłaszania wezwania. KSH przewiduje minimalne wynagrodzenie (wartość aktywów netto na akcję), ale w przypadku CEDC tym zakresie mamy do czynienia z amerykańskimi regulacjami, które jak widać pozwalają na „anulowanie” akcji bez wypłacania jakiegokolwiek wynagrodzenia.

Na deser podstawowa zasada prymatu przepisów o niewypłacalności nad prawem korporacyjnym chroniącym spółkę i jej akcjonariuszy. W wypadku niewypłacalności, pierwszeństwo zyskują prawa wierzycieli. W Polsce świetnym przykładem na działanie tej zasady są przepisy określające kompetencje zarządów komisarycznych banków, pozwalające np. na dokonywanie zmian statutów takich spółek, w tym znoszenie uprawnień osobistych i przywilejów akcyjnych oraz emisje nowych akcji skierowane do zewnętrznych inwestorów, wszystko bez jakiegokolwiek udziału dotychczasowych akcjonariuszy. Wszystko w imię uzdrowienia finansów banku.

Logika postępowań restrukturyzacyjnych bywa nieubłagana dla akcjonariuszy. Jak pokazuje przykład CEDC, czasami bywa tak, że skoro masz akcje bankruta, to już nic nie masz, więc jak znikną to i tak przecież nic nie tracisz.

 

Inne wpisy dotyczące CEDC:

Ostatnie formalności do anulowania akcji CEDC (24.5.2013)

Akcje CEDC anulowane (6.6.2013)

Jeszcze raz o restrukturyzacji CEDC (24.6.2013)

Informacje bieżące z Facebook’a

Bardzo ciekawym materiałem jest raport amerykańskiego organu nadzoru rynku – Securities and Exchange Commision (SEC) wydany w związku z postępowaniem w sprawie naruszenia regulacji dotyczących informacji poufnych przez Prezesa Zarządu spółki Netflix. Stanowisko SEC dotyczy oczywiście amerykańskich realiów i regulacji. Jednak moim zdaniem ma większy walor, gdyż nie tylko podkreśla rolę informacji poufnych dla rynku, ale wskazuje również sposób radzenia sobie przez stosującego prawo z nowymi sytuacjami, które są wynikiem intensywnego rozwoju elektronicznych sposobów komunikacji i ekspansji portali społecznościowych Warto również zobaczyć, w jak czytelny i jasny sposób amerykańska administracja przedstawia i uzasadnia swoje stanowisko.

Prywatny post?

Fotolia_mywall_XSPrezes Zarządu spółki Netflix na swoim prywatnym profilu na Facebook’u poinformował, że w poprzednim miesiącu za pośrednictwem Netflix przeglądnięto ponad miliard godzin materiałów w formule streamingu. Prywatny profil FB Prezesa nigdy przedtem nie był używany ani przez niego, ani przez spółkę do publikacji materiałów dotyczących spółki. Ponadto, sama spółka nigdy nie wskazała go jako miejsca publikacji takich materiałów. Co więcej, Netflix konsekwentnie kierował zainteresowanych na swoją korporacyjną stronę internetową i bloga oraz profil spółki na FB i Twitterze. Informacja przekazana za pośrednictwem prywatnego profilu Prezesa nie została równocześnie przekazana przez spółkę ani jako raport bieżący, ani nawet jako informacja prasowa. Sam Prezes wcześniej wyjaśniał w mediach, że ilość przeglądniętych materiałów nie przekłada się wprost na wyniki finansowe spółki, która zarabia głównie na opłatach abonamentowych, ale obrazuje ona skalę używania serwisu. Po publikacji posta Prezesa, przekazana w nim wiadomość została podchwycona błyskawicznie przez blogi technologiczne i finansowe. Co ciekawe, w wydanej tego samego dnia informacji prasowej Netflix, dotyczącej danych za poprzedni kwartał, nie wspomniano nawet jednym słówkiem o poście.

Post Prezesa na FB został opublikowany przed godziną  11:00, a kurs akcji Netflix tego dnia wzrósł z 70,45$ do 81.72$.

Postępowanie i rozstrzygnięcie

Nie można się więc dziwić, że w takich okolicznościach SEC wszczęła postępowanie wyjaśniające. Jego celem było zbadanie, czy doszło do naruszenia regulacji dotyczących informacji poufnych. Amerykańskie przepisy (Regulacja FD) zakazują wybiórczego ujawniania takich informacji, które racjonalnie przewidując mogą być podstawą do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Wymagają również, by emitent komunikował się z rynkiem w taki sposób, o którym uprzedził. Pochodzące z 2008 roku wytyczne SEC dotyczące używania korporacyjnych stron internetowych (Commission Guidance on the use of company web sites) wskazują, że ujawnianie informacji poufnych może następować poprzez stronę internetową, jeśli emitent wskaże, że w tym celu będzie jej używał. Jednak dokument ten wprost nie wskazywał mediów społecznościowych (5 lat w realu, to w Internecie 5 epok). Kluczem do bezpiecznej komunikacji z rynkiem jest więc używanie wskazanych przez emitenta kanałów dystrybucji informacji (“recognized channel of distribution”).

Polskie przepisy nie są tak liberalne, jedynym „kanałem dystrybucji” informacji poufnych jest raport bieżący publikowany w systemie ESPI. Amerykańskie przepisy pozwalają na używanie różnych metod, zastrzegając jedynie, że konieczne jest uprzednie ich wskazanie przez emitenta.

SEC wielokrotnie zastrzega, że jego celem nie jest ograniczenie używania mediów społecznościowych przez emitentów. Korzystanie z takich mediów jak Facebook czy Twitter daje inwestorom szanse na szybsze otrzymanie informacji. Podstawą prawidłowego wykonywania obowiązków informacyjnych jest jednak wskazanie przez emitenta, jakich kanałów dystrybucji informacji będzie używał. W tym kontekście publikacja na prywatnym profilu członka władz spółki istotnych danych jej dotyczących, nie może być uznana za właściwe wykonywanie obowiązków informacyjnych, gdyż spółka uprzednio nie wskazała, że w taki sposób będzie komunikowała się z rynkiem. SEC wprost zezwala więc na używania mediów społecznościowych w komunikacji z inwestorami, wymagając jedynie, by emitent uprzednio wskazał, których z nich będzie używał.

Jak widać kraj za wielką wodą, to jednak inny świat.

Piekło lewarowania

OLYMPUS DIGITAL CAMERAGwałtowne załamanie giełdowego kursu akcji nie jest zwykle entuzjastycznie przyjmowane przez inwestorów. No, może z wyjątkiem korzystających z krótkiej sprzedaży. Jednak dla tych, którzy nabycie instrumentów finansowali długiem może to być początek poważnych kłopotów. Problemy wywołane przez nadmierne lewarowanie, czyli korzystanie na wielką skalę z kapitału pozyskanego jako dług, występują na wszystkich rynkach finansowych.

Od derywatów na Wall Street

Dźwignia finansowa jaką daje dług z jednej strony daje szansę na osiągnięcie zwielokrotnionych zysków, ale z drugiej grozi zwielokrotnionymi stratami. Skalę zagrożenia dobrze ilustruje przykład podawany przez Nouriela Roubini, w którym bank inwestycyjny o kapitale 1 mln dolarów korzysta z lewarowania w skali 20:1 (dług do kapitału). Już w momencie, w którym wartość aktywów takiego banku spada zaledwie o 5%, to bank traci cały swój kapitał własny ! Na Wall Street powszechnie stosowano znacznie wyższą dźwignię. Niezależnie od skali korzystania z długu zasada działania pozostaje taka sama.
Rynek chroni się przed nadmiernymi stratami stosowaniem depozytu zabezpieczającego. Kwota depozytu, której wpłaty żąda bank od inwestora jest zależna od aktualnej wyceny posiadanych przez niego instrumentów. Jeśli obniża się ona poniżej ustalonych poziomów, to inwestor jest zobowiązany do uzupełnienia depozytu, czyli wpłaty brakującej kwoty. Brak wpłaty powoduje przymusowe zamykanie wszystkich pozycji, czyli niezwłoczne spieniężenie instrumentów, niezależnie od skali strat inwestora. Kluczem dla określania wysokości żądanej kwoty uzupełnienia depozytu jest rynkowa wycena instrumentów (mark to market). Spadek kursu powoduje obniżenie wyceny i żądanie uzupełnienia depozytu. Inwestor by natychmiast uzyskać kapitał zamyka pozycje po niekorzystnych cenach. Zlikwidowane pozycje ściągają ceny w dół, obniżając wartość całego portfela. Spadek wartości portfela powoduje kolejne żądania uzupełnienia depozytów. Pętla zaciska się. Klasycznym już przykładem działania tego mechanizmu jest upadek potężnego funduszu Long-Term Capital Management, którego partnerami byli nobliści z zakresu ekonomii Robert Merton i Myron Scholes, nagrodzeni właśnie za stworzenie wzoru Blacka-Scholesa, powszechnie stosownego własnie do wyceny derywatów .

Po akcje GPW

Ostatnio problemy wywołane przez podobny mechanizm mają akcjonariusze Calatrava Capital.

Wykres kursu akcji tej spółki pod koniec marca przypomina zły sen inwestora

CALATRAVA_B1M

Logika procesu jest dokładnie taka sama. Nabycie akcji przez istotnego akcjonariusza zostało sfinansowane kredytem, a na samych akcjach ustanowiono zabezpieczenie. Może nim być zastaw finansowy lub tzw. blokada. Umowa o ustanowienie takiego zabezpieczenia może przewidywać tzw. prawo użycia, czyli uprawnienie wierzyciela m.in. do zbycia akcji w określonych w umowie sytuacjach. Uprawnienie to powstaje często w momencie spadku kursu akcji, który powoduje spadek wartości zabezpieczenia kredytu. Skoro nabycie akcji było finansowane kredytem, a same akcje są zabezpieczeniem tego kredytu, to kurs akcji określa wartość zabezpieczenia. Obniżenie się wartości zabezpieczenia (spadek kursu akcji) uprawnia bank-wierzyciela do sprzedaży akcji na rynku. Bank „sypie” akcjami, które chce sprzedać, co powoduje załamanie ich kursu, na podstawie którego określana jest wartość zabezpieczenia kredytu… Wygląda znajomo ?

Zapomniani akcjonariusze, czyli brak debiutu giełdowego

Sporo spółek odracza decyzje o debiucie giełdowym, czasami nawet po udanym zamknięciu przeprowadzonej wcześniej oferty. Taka sytuacja jest, delikatnie mówiąc, mocno niekomfortowa dla inwestorów. Powierzyli oni spółce swoje pieniądze, w zamian za co dostali akcje. Tyle, że inne niż te, których się spodziewali. Zamiast płynnych walorów, mają akcje spółki prywatnej, których zbycie bywa stosunkowo trudne.

W takiej sytuacji akcjonariusze stają przed leninowskim dylematem „co robić ?”.

Jak stałem się akcjonariuszem, czyli co podpisałem ?

Hard disk data storage, backup, restore conceptInwestorzy dostarczają spółce kapitału, w zamian za co otrzymują nowe akcje.
Spółka wychodzi więc na rynek ze swoistą ofertą. Sposób, w jaki dociera do inwestorów ze swoją propozycją, to właśnie oferowanie akcji. Oferta taka może być publiczna lub prywatna. Jeśli inwestor jest zainteresowany propozycją to dochodzi do objęcia i opłacenia oferowanych przez spółkę akcji. Dla określenia praw inwestorów istotny jest właśnie sposób objęcia tych akcji, czyli tryb w jakim inwestor stał się akcjonariuszem.

W przypadku ofert publicznych objęcie akcji zwykle następuje przez złożenie zapisu na specjalnych formularzach. Jeśli znajdzie się wystarczająco dużo chętnych, to spółka przydziela nowe akcje, czyli wskazuje komu i ile ich wyda. Wykonanie tych wszystkich czynności powoduje zawarcie pomiędzy spółką a inwestorem szczególnej umowy, zwanej umową subskrypcyjną.

Natomiast, w ramach ofert prywatnych dochodzi do objęcia akcji jeszcze prościej. Spółka i inwestor zawierają umowę objęcia akcji, która jest rodzajem umowy subskrypcyjnej.

Obowiązki emitenta z umowy subskrypcyjnej

Po objęciu akcji i zarejestrowaniu przez sąd podwyższenia kapitału zakładowego inwestor staje się akcjonariuszem. Z samego tego faktu nie wynika żadne prawo oczekiwania, że akcje spółki trafią na giełdę. Podstawą jakichkolwiek roszczeń przekładalnych na język prawniczy może być jednak wskazana umowa subskrypcyjna. Niezależnie od tego, czy została ona faktycznie zawarta, jako umowa objęcia akcji, czy tylko poprzez złożenie zapisu. Pytanie co jest treścią takiej umowy, a przede wszystkim, czy spółka zobowiązała się w niej wprost do debiutu giełdowego.

Stosowane zwykle przy ofertach publicznych wzory zapisów na akcje nie wskazują, że emitent zamierza wprowadzić oferowane akcje do obrotu giełdowego. Zdarza się to, ale częściej formularz odwołuje się wyłącznie do prospektu emisyjnego. Prospekt zawsze precyzuje, w związku z jaką transakcją został sporządzony, a więc wyraźnie wskazuje czy jest to tylko oferta publiczna, czy również (albo wyłącznie) dopuszczenie akcji do obrotu na rynku regulowanym. Z takiej dokumentacji zawsze wynika, czy spółka zamierza trafić na giełdę.

Podobnie jest w przypadku ofert przeprowadzanych w ramach subskrypcji prywatnej, gdzie inwestorzy podpisują ze spółką umowy objęcia akcji. Tak najczęściej konstruowane są oferty akcji spółek zmierzających na New Connect. Przy takich ofertach umowy subskrypcyjne w zasadzie zawierają tylko wskazanie ile i jakich akcji inwestor obejmuje i ile ma za to zapłacić. Często jednak umowy objęcia akcji przynajmniej w preambule odwołują się do konkretnej uchwały emisyjnej, a czasami nawet do innych dokumentów ofertowych (np. memorandum inwestycyjnego). Uchwały emisyjne są zaś często połączone z uchwałami o dematerializacji akcji i wprowadzeniu ich do obrotu. Zamiar notowania akcji spółki jest również standartowo wskazywany w dokumentacji ofertowej. Również więc w przypadku większości ofert prywatnych można założyć, że ten element jest częścią umowy subskrypcyjnej.

W efekcie, treścią umowy subskrypcyjnej jest zwykle zobowiązanie spółki do doprowadzenia do notowania akcji na określonym rynku. Często nie jest to wyrażone wprost, co nie oznacza, że takie zobowiązanie nie istnieje. Zobowiązania mogą na szczęście wynikać nie tylko z suchych i technicznych sformułowań umowy, ale mogą też wynikać z całej dokumentacji ofertowej. Wszystko to jest uzupełniane przez przepisy prawa, a nawet zwyczaje. Ponadto, treść umowy należy odczytywać, mając na uwadze cel jej zawarcia. Celem tym dla inwestorów jest z reguły chęć posiadania płynnych walorów.

Mimo wszystko nic się nie dzieje

Skoro spółka nie wykonała swojego zobowiązania do wprowadzenia własnych akcji do obrotu giełdowego, to wraca pytanie, co może z tym zrobić zawiedziony akcjonariusz. Najprościej, jeśli umowa zawiera odpowiednie klauzule (np. kary umowne, prawo odstąpienia). Życie jednak nie jest ani proste, ani idealne i takie zapisy najczęściej nie trafiają do standardowych umów subskrypcyjnych.

Mamy więc tylko zobowiązanie spółki. Zwykle pierwszym problemem jest to, że umowa nie wskazuje terminu realizacji lub robi to nieprecyzyjnie. Nie oznacza to jednak, że spółka może właściwie wykonać swoje zobowiązanie w dowolnym terminie, czyli np. siedem lat po ofercie. Po pierwsze, zobowiązanie powinno być wykonane w terminie wynikającym z jego właściwości. Zakłada się więc, że wykonanie określonych czynności powinno zająć określoną ilość czasu. Jeśli przekroczono taki rynkowy standard, to można mówić o nieterminowym wykonaniu zobowiązania. Po drugie, jeśli termin wykonania zobowiązania nie został oznaczony, to powinno być ono spełnione niezwłocznie po wezwaniu do wykonania.

Niewykonanie zobowiązania nakłada na spółkę obowiązek naprawienia szkody, czyli najczęściej zapłaty odszkodowania. Spółka nie może zasłaniać się tym, że brak notowania jej akcji jest następstwem okoliczności, za które odpowiedzialności nie ponosi. Może to być trudne, gdyż w sytuacji powodzenia oferty, co najmniej wątpliwe jest standardowe wskazywanie na „sytuację na rynkach kapitałowych” lub „spowolnienie gospodarcze”. Okoliczności zwalniające spółkę z odpowiedzialności muszą być nie tylko prawdziwe, ale i obiektywnie usprawiedliwiające brak notowań. Takimi sytuacjami nie są błędy w dokumentacji lub zaniechania spółki czy jej doradców.

Sytuacja zapomnianych akcjonariuszy nie jest więc łatwa, ale na pewno nie beznadziejna.

Wezwania, które nie powinny być tak małe

Po co ogłaszać wezwanie na jedną akcję? Po co uruchamiać kosztowną procedurę angażującą dom maklerski, publiczne ogłoszenia i KNF, by nabyć jedną, bynajmniej nie „złotą” akcję, ale akcję „reprezentującą 0,000051% kapitału zakładowego Spółki oraz uprawniającą do wykonywania 0,000044% ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu Spółki”? Wezwanie na akcje Zakładów Chemicznych PERMEDIA S.A., ogłoszone ostatnio przez MW Chemie, jest skrajnym przykładem wykorzystania możliwości, jakie daje wadliwe wprowadzenie rozwiązań europejskich do prawa krajowego.

Obowiązek ogłoszenia wezwania

Wezwania na zapisywanie się na sprzedaż lub zamianę akcji (koszmarna nazwa) to rodzaj oferty, jaką nabywający znaczny pakiet akcji spółki giełdowej inwestor musi złożyć pozostałym akcjonariuszom. Obowiązek ogłoszenia wezwania jest oparty na założeniu, że nowy akcjonariusz, który będzie dysponował znaczącą pozycją w spółce, nie zawsze musi podobać się pozostałym. Ma więc dać im szansę wyjścia ze spółki, czyli po prostu sprzedania akcji. Wprowadzenie takich rozwiązań do prawa krajowego nakazuje dyrektywa w sprawie ofert przejęcia.

W spółce publicznej kontrolę zapewniają pakiety akcji znacznie mniejsze niż w spółce prywatnej. Rozproszenie akcjonariatu i mała aktywność drobnych akcjonariuszy na walnych zgromadzeniach powodują, że dysponowanie pakietem ponad 33% uznaje się za sprawowanie kontroli. Przekroczenie tego progu uruchamia obowiązek ogłoszenia wezwania na wszystkie pozostałe akcje. Tak jest w większości krajów unijnych, ale nie w Polsce, gdzie obowiązek taki powstaje dopiero po przekroczeniu progu 66%.

Pośrednie nabycie akcji

Przepisy dają możliwość przejmowania spółek bez konieczności przeprowadzania kosztownego odkupu akcji pozostałych akcjonariuszy. Wystarczy przejąć pakiet  zbliżony do 66% i nie trzeba nabywać pozostałych akcji (a, co za tym idzie, przede wszystkim płacić). Spółka zostaje przejęta znacznie taniej. Najczęściej wykorzystywany jest mechanizm tzw. pośredniego nabycia akcji. Chodzi po prostu o przejęcie kontroli nad spółką, która posiada akcje spółki publicznej. Najczęściej taka przejmowana spółka nie posiada niczego innego poza odpowiedniej wielkości pakietem akcji spółki publicznej. Mówiąc wprost, jedynym celem przejęcia takiej spółki-wehikułu jest przejęcie kontroli nad posiadanymi przez nią akcjami spółki publicznej.

Transakcje są tak przygotowywane, że nabywający pośrednio akcje przekracza próg 33% głosów, ale nie przekracza progu 66%. Nabywający zobowiązany jest do ogłoszenia wezwania na akcje w liczbie, powodującej osiągnięcie progu 66%. Czasami, jak widać, wystarczy do tego nabycie jednej akcji.

Infected with vector

Skarga SII do Komisji Europejskiej

Od lat z polskimi przepisami ustawy o ofercie walczy Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Udało się nawet doprowadzić do powstania projektu nowelizacji ustawy o ofercie. Nie doszło jednak do zmiany polskiego prawa. SII wystąpiło do Komisji Europejskiej ze skargą na Polskę, w której wskazuje na niewłaściwą implementację dyrektywy do polskiego porządku prawnego.

I znowu przeciwko własnemu państwu

Wadliwa implementacja to niewłaściwe wykonanie przez państwo obowiązku harmonizacji prawa krajowego z prawem unijnym. Obywatele, którzy ponieśli szkody, mogą domagać się odszkodowań już bezpośrednio od państwa. Łatwe oczywiście to nie będzie. Póki jednak nie dojdzie do zmiany ustawy o ofercie, póty drobni akcjonariusze mogą zastanawiać się nad szukaniem pocieszenia w kieszeni naszego kraju i już bez emocji czytać, że w wezwaniu na jedną akcję nikt nie był zainteresowany pofatygowaniem się do domu maklerskiego, by ją sprzedać.

ETS o informacjach poufnych

Zbyt późna publikacja informacji poufnej – nowa możliwość żądania odszkodowań

Komunikowanie się przez spółki giełdowe z rynkiem jest prawdziwą sztuką. Nie chodzi mi tylko o aspekt marketingowy i PR-owski (z całym szacunkiem dla sztuki reklamy), ale przede wszystkim o kwestie czysto prawne. Decyzja czy i ewentualnie kiedy emitent powinien publikować informację o tym czy innym zdarzeniu jest niejednokrotnie poprzedzona wielogodzinnymi konsultacjami. Wynika to nie tylko z wielości skutków, jakie niesie za sobą publikacja każdej informacji, ale też z posługiwaniem się przez przepisy niedookreślonymi sformułowaniami.

Która informacja jest poufna ?

Przepisy Dyrektywy 2003/6/WE w sprawie wykorzystywania poufnych informacji i manipulacji na rynku i art. 154 polskiej ustawy o obrocie instrumentami finansowymi wskazują, że informacją poufną jest taka informacja, która spełnia łącznie następujące warunki:

  • jest precyzyjna,
  • dotyczy bezpośrednio lub pośrednio instrumentu finansowego,
  • nie została przekazana do publicznej wiadomości,
  • przekazana do publicznej wiadomości mogłaby w sposób istotny wpłynąć na cenę tych instrumentów finansowych (lub cenę powiązanych z nimi instrumentów pochodnych).

Zwracam uwagę szczególnie na pierwszy i ostatni warunek. Delikatnie mówiąc, nie jest proste określenie czy informacja jest wystarczająco precyzyjna i czy może w sposób istotny wpłynąć na cenę.

Sprawa dodatkowo komplikuje się, jeśli przez pryzmat tych przepisów mamy ocenić procesy trwające w czasie i wieloetapowe. Klasycznym przykładem takich wątpliwości jest np. pytanie, kiedy informować o prowadzeniu istotnych negocjacji? W momencie ich rozpoczęcia, podpisania listu intencyjnego, term sheet, zakończenia due diligence czy dopiero po zawarciu ostatecznej umowy? Okazuje się, że wątpliwości dotyczące momentu publikacji raportu może budzić nawet takie zdarzenie jak zmiana na stanowisku Prezesa Zarządu.

Wyrok ETS w sprawie Geltl przeciwko Daimler (C-19/11)

Pan Geltl sprzedał pakiet akcji Daimler przed podaniem przez spółkę informacji o zmianie na stanowisku Prezesa Zarządu. Po jej opublikowaniu kurs akcji wyraźnie wzrósł. Pan Geltl pozwał Daimler o odszkodowanie, opierając swoje roszczenie o twierdzenie, że publikacja tej informacji była spóźniona. Pan Geltl argumentował, że emitent był zobowiązany do poinformowania rynku o zmianie w zarządzie na długo przed formalną rezygnacją dotychczasowego Prezesa Zarządu.

Spółka poinformowała rynek o zmianie na stanowisku Prezesa Zarządu bezpośrednio po podjęciu przez radę nadzorczą odpowiednich uchwał.

Podczas procesu odszkodowawczego przed niemieckim sądem krajowym udowodniono m.in., że Prezes Zarządu rozważał ustąpienie ze stanowiska od przynajmniej kilkunastu tygodni, zamiar ten był znany przynajmniej części członków rady nadzorczej i zarządu na kilka tygodni przed rezygnacją, prawie trzy tygodnie przed spółka przygotowała pakiet informacji prasowych i oświadczeń skierowanych do zainteresowanych podmiotów, na kilka dni przed posiedzeniem rady nadzorczej członkowie organów spółki uzgodnili szczegóły procesu zmiany na stanowisku prezesa zarządu.

Sąd krajowy oddalił powództwo stwierdzając, że emitent we właściwym momencie opublikował informację o zmianach w zarządzie, gdyż obowiązek ten powstał dopiero po podjęciu decyzji przez radę nadzorczą. Sprawa doczekała się orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który w wyroku z dnia 28 czerwca 2012 r., stwierdził, że:

1)         Wykładni przepisów należy dokonywać w ten sposób, iż w przypadku rozciągniętego w czasie procesu, który ma na celu doprowadzić do zaistnienia określonej okoliczności informację precyzyjną stanowić może nie tylko ta okoliczność, lecz również etapy pośrednie tego procesu, które są związane z urzeczywistnieniem tejże okoliczności.

2)        Wykładni przepisów należy dokonywać w ten sposób, iż sformułowanie „zestaw okoliczności, […] [których] zaistnienie można w sposób uzasadniony przewidywać, lub wydarzenie, które […] można […] w sposób uzasadniony przewidywać dotyczy przyszłych okoliczności lub wydarzeń, w odniesieniu do których z całościowej oceny dostępnych już elementów wynika, iż występuje rzeczywista perspektywa, że zaistnieją one lub będą mieć miejsce. Niemniej jednak sformułowania tego nie należy rozumieć w ten sposób, że pod uwagę musi być brana intensywność wpływu tego zestawu okoliczności lub wydarzenia na ceny danych instrumentów finansowych.

 

Ochrona inwestora

Ochrona inwestora

Co z tego wynika ?

Wskazany wyrok ETS otwiera nową perspektywę w podejściu do problematyki informacji poufnych. Ma on znaczenie dla emitentów, którzy wskazane tezy powinni uwzględniać w kształtowaniu swojej polityki informacyjnej. Ma on jednak również znaczenie dla inwestorów, którzy poprzez wskazane interpretacje uzyskali możliwość dochodzenia odszkodowań od emitentów za wadliwą komunikację z rynkiem. Etapy trwających w czasie procesów, dotyczących emitentów będą musiały być oceniane pod nowym kątem. Nie zawsze prawidłowa będzie interpretacja zakładająca, że informacją precyzyjną jest jedynie ostatni etap, czyli zakończenia procesu (np. zawarcie umowy). Niejednokrotnie wystarczająco precyzyjne mogą być już etapy pośrednie. Informacja o ich osiągnięciu winna być publikowana. Jeśli tak się nie stanie, to inwestorzy – w oparciu o dokonaną przez Trybunał interpretację – będą mogli pokusić się o wystąpienie wobec emitenta z roszczeniami odszkodowawczymi.