Nie będzie wezwania na LC Corp

Leszek Czarnecki zdecydował się na zbycie wszystkich akcji LC Corp. Rynek dowiedział się o tym z raportu Open Finance, który poinformował o przyłączeniu się do toczących się negocjacji umowy oferowania i plasowania akcji LC Corp. Umowa ta jest negocjowana pomiędzy zainteresowanymi zbyciem akcji LC Corp spółkami związanymi z Leszkiem Czarneckim, a konsorcjum domów maklerskich, które te akcje będą oferowały na rynku. Transakcja obejmie wszystkie posiadane przez sprzedających akcje LC Corp, które łącznie uprawniają do 51,17% ogólnej liczby głosów.

Mówiąc wprost, Leszek Czarnecki wychodzi z LC Corp. W komunikacie podano, że zbycie akcji nastąpi w drodze transakcji pakietowych, po cenie sprzedaży nie niższej niż 2,05 zł za jedną akcję. Konsorcjum domów maklerskich poszuka chętnych do nabycia zbywanych akcji, a po ich znalezieniu przeprowadzi transakcje pakietowe. Wszystko to doprowadzi do zmiany kontroli nad LC Corp.

Mimo zmiany właściciela ponad 50% akcji nie dojdzie do ogłoszenia wezwania na akcje LC Corp. Nie zmienia tego uznanie, że wszystkie posiadane akcje LC Corp są bezpośrednio i pośrednio zbywane przez Leszka Czarneckiego. Jeden podmiot lub podmioty z jednej grupy mogą zbyć dowolną ilość akcji spółki publicznej. Ewentualne wezwanie musi ogłaszać nabywca. Obecnie, wezwanie musiałoby być ogłoszone wyłącznie w przypadku, gdyby jeden z nabywców kupił akcje w ilości powodującej przekroczenie progu 33%. Nabycie minimalnie choć mniejszego pakietu nie powoduje obowiązku ogłoszenia wezwania. Rozproszenie strony popytowej, czyli znalezienie kilku podmiotów które nabędą akcje rozwiązuje problem wezwania. Nie trzeba nawet kombinować z kupowaniem wehikułów wypakowanych  akcjami i symbolicznymi wezwaniami. Wystarczy kupić w pakietówce 33% akcji spółki publicznej i już można mówić o przejęciu kontroli.

Jest to świetny przykład praktycznej konsekwencji usunięcia z naszego prawa przepisów o małych wezwaniach. Nie ma przeszkód by obecnie nawet jednego dnia nabyć bez wezwania znaczny pakiet akcji spółki publicznej. Wykreślenie art. 72 ustawy o ofercie powoduje, że nabywanie znacznych pakietów akcji, nie tylko przekraczających 10%, ale nawet przekraczających 30% nie odbywa się w drodze wezwania. Wystarczy zwykła umowa. Wszyscy, czyli sprzedający i kupujący są zadowoleni. A pozostali? A kogo to interesuje?

 

Trzy siódemki nie dla obligatariuszy

Spring melting ice hummocks on the Baltic Sea

W sprawach nieoczywistych warto chodzić do sądu. W zdecydowanej większości przypadków, sąd wyjaśni ci, że nie może się zająć twoją sprawą, albo że nic nie da się zrobić. Zawsze coś przeszkadza.

Tym razem Sąd Najwyższy pochylił się nad sprawą notarialnych oświadczeń o poddaniu się egzekucji, czyli słynnych trzech siódemek (art. 777 KPC). Instrument ten powstał by usprawnić egzekucję, poprzez wyeliminowanie najbardziej czasochłonnego ogniwa tej procedury, czyli … procesu sądowego. Dłużnik w akcie notarialnym składa oświadczenie, że jak nie zapłaci to od razu godzi się na przysłanie do niego komornika. Dłużnik potwierdza istnienie długu i zrzeka się procesu sądowego. Otrzymując takie zabezpieczenie wierzyciel ma ten komfort, że do niepłacącego wierzyciela może prawie od razu wysłać komornika.

Wszystko działa w miarę poprawnie w prostych sprawach. Na nieszczęście dla systemu pojawiły się obligacje. Niby dług zaklęty w papierze wartościowym, a jednak wierzyciele mogą się zmieniać, bo obligacja może być zbywana. A nie daj Boże, jak taka wredna obligacja jest notowana na giełdzie, czy innym Cataliście! Nie dojdziesz kto od kogo kupił. Paskudztwo. Mimo to, inwestorzy oczekiwali od emitentów takich zabezpieczeń. I trzy siódemki otrzymywali. Wątpliwości oczywiście pojawiały się, szczególnie na gruncie starej ustawy o obligacjach, która nie przewidywała instytucji administratora zabezpieczeń (o szczegółach pisałem tutaj). Jedną z wątpliwości było czy konieczne jest imienne oznaczanie obligatariuszy – uprawnionych do wszczęcia egzekucji. Niby szczegół, ale istotny z dwóch względów. Po pierwsze, zabezpieczenia najczęściej ustanawiane są przed zaoferowaniem obligacji inwestorom. Jak wskazać imiennie obligatariusza, jeśli nie wiem kim on będzie? Rozwiązaniem jest ustanawianie zabezpieczeń po zaoferowaniu obligacji i wskazanie w akcie notarialnym osób, którym przydzielono obligacje. Ale jak z kolei przekonać inwestorów do wpłaty środków emitentowi przed ustanowieniem zabezpieczeń? Jest to możliwe, ale nie zawsze. Nawet jednak jak przekonamy inwestorów i wskażemy obligatariuszy imiennie w akcie notarialnym, to jak mają z niego skorzystać ci którzy kupili obligacje w wtórnym obrocie? Można oczywiście wykazywać przejście tytułu egzekucyjnego w postępowaniu klauzulowym, ale to wymaga dokumentu urzędowego, albo poświadczenia podpisów. Zapomnijcie więc o Catalyst. A handel innymi obligacjami uatrakcyjnijcie spacerami do notariusza. Może drogie i niewygodne, ale zdrowe. Koło się zamyka.

Stosowano więc proste rozwiązanie. W akcie notarialnym wskazywano, że uprawnionym jest każdoczesny obligatariusz, uprawniony z obligacji danej serii. Skoro emitent stwierdził w akcie swój dług z obligacji to kto wykaże że jest obligatariuszem (wierzycielem) może skorzystać z dobrodziejstw trzech siódemek. W postępowaniu klauzulowym wykazywano status wierzyciela dokumentami: (i) świadectwo depozytowe z domu maklerskiego dla obligacji zdematerializowanych, (ii) wyciąg z ewidencji obligacji też od domu maklerskiego dla obligacji pozbawionych formy dokumentu, (iii) dokument obligacji dla klasycznych obligacji dokumentowych. Żadnych trudności.

W czerwcowej uchwale nad sprawą pochylił się Sąd Najwyższy[i]. I znowu nie zawiódł. Nie da się. W enigmatycznej tezie stwierdził, że „Tytuł egzekucyjny w postaci aktu notarialnego, w którym dłużnik poddał się egzekucji (…) musi zawierać oznaczenie wierzyciela w sposób określony w art. 92 § 1 pkt. 4 Prawa o notariacie”. Z tezy nie wynika więc wprost w jaki sposób ten wierzyciel ma być oznaczony. Wskazany przepis Prawa o notariacie wymaga zaś, by akt notarialny zawierał imiona, nazwiska nazwy osób lub innych podmiotów biorących udział w akcie oraz osób obecnych przy sporządzaniu aktu. Obligatariuszy przy takim akcie nie ma. O co więc chodzi? Trzeba sięgnąć do uzasadnienia.

Sąd Najwyższy zaczyna od tego, że tytułem egzekucyjnym jest swoistym surogatem orzeczenia sądowego zasądzającego świadczenia na rzecz konkretnego wierzyciela od konkretnego dłużnika. Nie można więc tworzyć tytułów egzekucyjnych „na okaziciela”.

Wsparciem tej tezy ma być zdaniem Sądu wskazanie, że zabezpieczenia zastawem i hipoteką wymagają określenia osoby wierzyciela. Sąd przytacza nawet przepisy prawa. Problem w tym, że żaden z nich nie dotyczy wierzytelności z obligacji. Gdyby Sąd Najwyższy do nich sięgnął, to musiałby wskazać, że:

  • w ramach hipoteki zabezpieczającej obligacje „obligatariuszy imiennie się nie oznacza” (art. 31 ust. 3 ustawy o obligacjach);
  • zastaw rejestrowy zabezpieczający wierzytelności z obligacji może być ustanowiony na rzecz wszystkich wierzycieli bez imiennego ich wskazania (art. 4 ust. 3 ustawy o zastawie rejestrowym).

Zabezpieczenia obligacji różnią się więc od innych w tym właśnie szczególe jakim jest imienne oznaczenie wierzyciela. Po co jednak komplikować sobie wywód. Lepiej wskazywać przepisy dotyczące klasycznych wierzytelności. Przynajmniej pasują do tezy.

Dalej jest jednak jeszcze gorzej. Co prawda, obowiązek imiennego wskazania wierzyciela nie wynika z art. 777 KPC, ale od czego jest kreatywna interpretacja sądu! Prawo o notariacie wymaga wskazania osób biorących udział w akcie. Wierzyciel nie bierze w nim udziału, bo albo go jeszcze nie ma (przed przydziałem obligacji), albo nie przychodzi do notariusza (po co miałby się tam pojawiać, skoro to emitent samodzielnie składa to oświadczenie). Mimo, że faktycznie wierzyciela nie ma, to jednak jest. Sąd Najwyższy stwierdza, że notariusz jest zobowiązany do indywidualizacji wierzyciela, bo … na podstawie aktu notarialnego następuje nabycie uprawnień wierzyciela. „A zatem w sposób pośredni uczestniczy on w tego rodzaju czynności prawnej jako jej beneficjent, ze skutkami dla postępowania o nadanie klauzuli wykonalności, a następnie postępowania egzekucyjnego”. Uczestnictwo pośrednie. Co było do udowodnienia.

Można powiedzieć, że obecnie trzy siódemki z reguły wskazują administratora zabezpieczeń, który wykonuje uprawnienia obligatariuszy i jest uprawniony do prowadzenia egzekucji w imieniu obligatariuszy. Problem dotyczy albo obligacji emitowanych na starej ustawie, albo tych których emitenci i ich doradcy nie zwrócili uwagi na zmiany przepisów. Czy jednak jest to powód by pozostawiać takich wierzycieli na lodzie? I jeszcze, tak słabo to uzasadniając.

 

 

[i] uchwała Sądu Najwyższego z dnia 28 czerwca 2017 r., III CZP 10/17

 

„Rolniczy” Radpol emituje

Symmetric plowed field of crops in the spring evening light, prepared to be sown

Rolnictwo jest chyba ostatnią rzeczą, z jaką kojarzy mi się Radpol S.A. Człuchowski producent wyrobów dla sektora energetycznego jest jednak właścicielem trzech (niewielkich) nieruchomości rolnych. I to zadecydowało, że przeprowadzana właśnie przez Radpol publiczna oferta akcji zyskała rolny pierwiastek. Emitent musi zmierzyć się z zastosowaniem przepisów ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego do publicznych emisji akcji. Do tej pory kwestią teoretycznie zajmowali się naukowcy (szczegóły tutaj). Teraz mamy pierwszą realizację w praktyce.

Enigmatyczne przepisy

Przepisy wprowadzają prawo Agencji Nieruchomości Rolnych („Agencja”) do nabywania nieruchomości rolnych, które są przedmiotem obrotu. Najistotniejsze jest, że:

  • Agencji przysługuje prawo pierwokupu udziałów i akcji w spółce prawa handlowego, która jest właścicielem nieruchomości rolnej;
  • Prawo Agencji powstaje nie tylko w wyniku zawarcia umowy sprzedaży, ale też zawarcia innej umowy, innej czynności prawnej lub innego zdarzenia prawnego;
  • do wykonywania uprawnienia Agencji, stosuje się odpowiednio przepisy Kodeksu cywilnego dotyczące prawa pierwokupu, z zastrzeżeniem, że w przypadku zawarcia umowy zawiadomienia dokonuje nabywca.

Konstrukcja pierwokupu

Pierwokup z KC jest prawem do nabycia rzeczy sprzedawanej. Rzecz, której dotyczy prawo pierwokupu, może być sprzedana osobie trzeciej tylko pod warunkiem, że uprawniony do pierwokupu swego prawa nie wykona. Strony zawierają warunkową umowę sprzedaży, a zobowiązany zawiadamia uprawnionego o możliwości realizacji prawa pierwokupu. Uprawniony ma dwie możliwości. Może nie skorzystać z prawa, odmawiając lub pozostając bezczynny. W takiej sytuacji warunek nie spełnia się i rzecz kupuje nabywca, czyli ten kto zawarł z właścicielem warunkową umowę sprzedaży. Jeśli uprawniony chce nabyć rzecz, to składa zobowiązanemu (właścicielowi rzeczy) oświadczenie o realizacji pierwokupu. W wyniku złożenia takiego oświadczenia między zobowiązanym a uprawnionym dochodzi do skutku umowa sprzedaży tej samej treści, co umowa zawarta przez zobowiązanego z osobą trzecią. Właściciel rzeczy sprzedaje ją bezpośrednio uprawnionemu z prawa pierwokupu.

Wydaje się, że rolny pierwokup powinien działać podobnie. Jedyną różnicą powinno być to, że zawiadomienia do ANR (czyli uprawnionego) dokonuje nie zobowiązany, ale nabywca.

Prawo nabycia nowych akcji „rolnej” spółki

Opisane przepisy o pierwokupie mają odpowiednie zastosowanie do emitowania akcji przez spółki będące właścicielami nieruchomości rolnych. Odpowiednie zastosowanie tych przepisów jest sporym wyzwaniem, gdyż wymaga dostosowania przepisów o sprzedaży rzeczy do emisji papierów wartościowych. Zacznijmy od osób dramatu:

  • sprzedającym i zobowiązanym z prawa pierwokupu jest spółka (emitent);
  • uprawnionym jest Agencja;
  • kupującym, nabywcą i osobą trzecią jest inwestor, który złożył zapis na akcje.

Pewne jest jedynie to że nabywca zawiadomić Agencję. Problem z tym, że w ramach publicznej emisji akcji osoba nabywcy pojawia się dopiero na końcu całej procedury, czyli po przydziale. Inwestorzy, którym przydzielono akcje składają i opłacają zapisy, ale dopiero w momencie przydziału emitent decyduje komu przydzieli akcje i w jakiej ilości. Inwestorzy stają się akcjonariuszami dopiero z momentem wpisu nowej emisji do rejestru. Przed przydziałem nie ma więc prawnej ani faktycznej możliwości zidentyfikowania nabywców nowych akcji[1]. Z punktu widzenia przepisów o kształtowaniu ustroju rolnego, istotne jest, że dopiero po przydziale pojawia się nabywca, a więc osoba zobowiązania do zawiadomienia Agencji. Ostateczna pewność, że uszczęśliwiony przydziałem akcjonariusz otrzyma akcje daje jednak dopiero wpis nowej emisji do rejestru sądowego.

Radpolowski pomysł

W prospekcie Radpol przyjęto rozwiązanie, które spełnia warunki pogmatwanych przepisów, rozwiązuje szereg praktycznych problemów, ale przewraca do góry nogami konstrukcję pierwokupu z KC. To co powstało należy jednak raczej określić prawem nabycia akcji spółki, a nie prawem pierwokupu.

Radpol uznał, że każdy akcjonariusz, który objął nowe akcje jest zobowiązany do złożenia Agencji zawiadomienia, które umożliwi jej skorzystanie z prawa nabycia akcji. Zawiadomienie powinno być złożone niezwłocznie po nabyciu (objęciu) akcji, czyli zarejestrowaniu podwyższenia kapitału zakładowego przez sąd rejestrowy. Dla usprawnienia procesu Radpol zaproponował, że zawiadomienie w imieniu akcjonariusza złoży pełnomocnik, a inwestor będzie mógł udzielić odpowiedniego pełnomocnictwa wraz ze złożeniem zapisu na akcje. Akcjonariusz może oczywiście samodzielnie zawiadomić Agencję. Skutkiem braku zawiadomienia jest nieważność nabycia akcji w ramach nowej emisji. Jeśli Agencja skorzysta z prawa nabycia akcji to zapłaci cenę równą cenie emisyjnej.

Podsumowując, Radpol przyjął, że uprawnienia Agencji polega nie na objęciu akcji nowej emisji, ale na prawie do odkupu tych akcji od akcjonariusza, który objął te akcje. Innymi słowy, Agencja nie nabywa akcji w obrocie pierwotnym, ale wtórnym, odkupując je od akcjonariusza, który je objął. Nie ma więc charakterystycznego dla kodeksowego pierwokupu dojścia do skutku pomiędzy sprzedającym (zobowiązanym) a uprawnionym, umowy sprzedaży tej samej treści, co umowa zawarta przez zobowiązanego z osobą trzecią. Mówiąc językiem ustawy rolnej: spółka sprzedaje akcje akcjonariuszowi, a Agencja odkupuje je od niego wykonując prawo nabycia (językiem KSH: spółka emituje akcje, które obejmuje akcjonariusz, od którego kupuje je Agencja). W takiej konstrukcji akcja powstaje i staje się własnością akcjonariusza, który następnie zbywa ją Agencji, jeśli wykona ona prawo pierwokupu.

Moim zdaniem, przyjęcie takiej konstrukcji rodzi jednak istotny problem. Co się stanie jeśli nowy akcjonariusz nie zawiadomi Agencji? Z jego egoistycznego punktu widzenia nie stanie się nic, albo niewiele. Złoży zlecenie sprzedaży akcji i zbędzie akcje na rynku. Anonimowość obrotu zorganizowanego zapewni mu spokój lub najwyżej na razie na roszczenia odszkodowawcze. Może to być jednak marne pocieszenia dla spółki. Powstaje bowiem pytanie, czy w takiej sytuacji problemu nie będzie mieć właśnie spółka? Skoro ustawa wprowadza sankcję nieważności nabycia akcji, to nieważne jest objęcie akcji przez tego akcjonariusza. To jednak działa jak wyjęcie klocka z podstawy wieży. Skoro nie doszło do objęcia nawet jednej akcji to nie doszło do podwyższenia kapitału zakładowego. Upada cała emisja. Spółka ma zwrócić wkłady i zredukować ilość akcji. Armagedon. Ustrój rolny ochroniony.

 

[1] Pomijam tu z oczywistych względów subskrypcje prywatne.

Niełatwa przeprowadzka Petrolinvest na New Connect

zombie crowd walking at night,halloween concept,illustration painting

Petrolinvest przymusowo opuszcza giełdę. KNF utrzymała w mocy decyzję o bezterminowym wykluczeniu akcji spółki z obrotu na rynku regulowanym. Przyczyną wykluczenia były liczne naruszenia obowiązków informacyjnych. Spółka zapowiada walkę w sądach administracyjnych, ale wniesienie skargi na decyzję KNF nie wstrzymuje jej wykonania. Petrolinvest może jeszcze ubiegać się o wstrzymanie decyzji wykluczeniowej przez sąd w trybie zabezpieczenia, ale wynik takich starań jest niepewny. Zapobiegliwa spółka ma jednak plan B. Spółka spróbuje ubiegać się o notowanie na New Connect. Po – póki co nieudanej – próbie KCI, mamy więc drugą próbę przeniesienia notowań akcji z rynku regulowanego do alternatywnego systemu obrotu.

Zarząd Petrolinvet proponuje by walne zgromadzenie wyraziło zgodę na ubieganie się przez Spółkę o dopuszczenie do obrotu na New Connect wszystkich jej akcji. To jednak dopiero pierwszy krok. Zakładam, że warunki formalne stawiane emitentom na New Connect nie będą stanowiły większego problemu dla spółki z historią na rynku regulowanym. Pozostaje jednak jeden wcale nie taki mały problem. Na dopuszczenie akcji na New Connect musi zgodzić się Giełda. Tu nie ma automatyzmu. Nie działa zasada, że skoro złożyłeś wymagane dokumenty, to notujemy akcje. Giełda bada i ocenia emitenta również pod kątem tzw. bezpieczeństwa obrotu. Ta klauzula regulaminu daje możliwość wszechstronnej oceny, czy wprowadzenie danych akcji do obrotu zagrażałoby bezpieczeństwu obrotu lub interesowi jego uczestników. W przypadku Petrolinvest ciekawe będzie jak Giełda oceni spółkę, która została przez KNF wykluczona z obrotu na innym rynku ze względu na zastrzeżenia do raportowania okresowego.

Giełda będzie musiała ocenić czy naruszenia obowiązków informacyjnych, jakich dopuściła się spółka na rynku regulowanym, skutkują niemożnością dopuszczenia od obrotu na New Connect. W tle pozostaje pytanie: czy warto mieć na ASO dużą i bardzo płynną spółkę, ale mającą kilka grzechów na sumieniu? Łatwo nie będzie.

Zakazana oferta PIXEL (jesteś ASI to masz problem)

businessman is astonished to see another that is pixelated

KNF konsekwentnie edukuje rynek publikując uzasadnienia do kolejnych rozstrzygnięć nadzorczych. Tym razem, KNF zakazała PIXEL VENTURE CAPITAL S.A. dalszego prowadzenia oferty publicznej akcji. Zakaz nie jest precedensem, ale uzasadnienie zwraca uwagę na jedną z najbardziej niedocenionych (lekceważonych?) regulacji, czyli zmian przepisów o funduszach inwestycyjnych dotyczących alternatywnych spółek inwestycyjnych (ASI). Zmiany są rewolucyjne, a (posługując się stylistyką leninowską) świadomość niewielka.

Emitent został założony w 2012 r. i świadczył usługi marketingowe. W styczniu 2017 r. emitent zaprzestał dotychczasowej działalności, a rozpoczął działalność polegająca na inwestowaniu w spółki z branży gier komputerowych. W dniu 3 marca 2017 r. PIXEL VENTURE opublikował memorandum informacyjne, a przez to rozpoczął publiczną akcji. Pozyskane z emisji akcji środki planowano przeznaczyć na „dokonywanie kolejnych inwestycji w obszarze produkcji gier komputerowych oraz wsparcie finansowe projektów realizowanych przez spółki portfelowe”.

Pozornie nic nadzwyczajnego. KNF jednak stwierdziła, że PIXEL VENTURE prowadzi działalność charakterystyczną dla ASI, czyli zbiera aktywa od wielu inwestorów w celu ich lokowania w interesie tych inwestorów, zgodnie z określoną polityką inwestycyjną. Przed podjęciem takiej działalności (!) podmiot zarządzający ASI powinien uzyskać zezwolenie KNF lub wpis do rejestru zarządzających ASI. PIXEL VENTURE niczym takim nie dysponuje.

Wyjątek od obowiązku uzyskania zezwolenia lub wpisu dotyczy tych podmiotów, które działalność taką wykonywały w dniu 4 czerwca 2016 r. Przewidziano dla nich roczny okres przejściowy, który kończy się za … 10 dni (4 czerwca 2017 r.). Przez ten czas kontynuujący działalność podmiot miał dostosować działalność do nowych przepisów. KNF stwierdził, że choć PIXEL VENTURE istniał rok temu, to działalność ASI zaczął wykonywać później, więc z wyjątku skorzystać nie może.

W takich warunkach, KNF uznał, że prowadzenie przez PIXEL VENTURE działalności ASI stanowi rażące naruszenie prawa.

Zakazanie oferty akcji oczywiście jest dopiero początkiem problemu tego emitenta, bo została zakwestionowana legalność całej jego działalności inwestycyjnej. Kłopoty z nowymi regulacjami będzie miało jednak znacznie więcej podmiotów, i to nie tylko tych które działają niecały rok i nie tylko te które pozyskują kapitał na rynku publicznym.  Nowe regulacje dotyczą wszystkich którzy zbierają aktywa od inwestorów w celu ich lokowania. Problem w tym, że takich podmiotów jest dużo. A nawet bardzo dużo. Brak wiedzy może być – tak jak w przypadku PIXEL VENTURE – bardzo bolesny i kosztowny.

KNF karze ORLEN

equipment and pipeline in oil refinery in clear sky

KNF nałożyła na PKN ORLEN aż 750.000 zł kary za naruszenie obowiązków informacyjnych. Aż, bo kwota kary stanowi 75% kary maksymalnej. Już niedługo z rozrzewnieniem będziemy wspominać czasy, gdy kara maksymalna za takie naruszenie wynosiła tylko milion złotych. Już od 6 maja pułap zostanie podniesiony do 10.364.000 zł lub 2% skonsolidowanych rocznych przychodów. W przypadku ORLEN pułap kary maksymalnej będzie wynosić 1.591.060.000 zł, czyli ponad półtora miliarda złotych[1]. MARu czar.

Przygotowując raport za I półrocze 2014 ORLEN przeprowadzał testy na utratę wartości aktywów. Wykazały one, że wartość aktywów związanych z rafinerią Możejki spadła o skromne 5 mld zł, co znacząco pogorszyło wyniki finansowe emitenta. Spowodowało to powstanie strat zarówno na poziomie jednostkowym i skonsolidowanym, przy zyskach za poprzednie okresy. KNF przyjęła, że informacja o skali odpisów aktualizacyjnych i ich wpływie na wyniki powstała najpóźniej w dniu 14 lipca 2014 r. informacja ta została jednak przekazana do publicznej wiadomości dopiero w dniu 23 lipca 2014 r., w ramach raportu okresowego za I półrocze 2014. KNF wskazał ponadto, że wystarczająca dla stwierdzenia, że powstała informacja poufna jest sama możliwość określenia skali i zakresu zmiany wyniku finansowego. Brak ewentualnych zastrzeżeń biegłego nie uniemożliwia raportowania. Emitent powinien przekazać raport bieżący zastrzegając, że wartości w nim zawarte mogą ulec zmianie po badaniu biegłego rewidenta.

Sprawa jest wręcz podręcznikowym przykładem powstania informacji poufnej w toku prac nad raportem okresowym. Niektóre dane finansowe ustalone w toku prac nad raportem okresowym same w sobie mogą stanowić informacje poufne, gdyż ich przekazanie rynkowi mogłoby mieć wpływ na ceny notowanych papierów wartościowych emitenta. W takiej sytuacji te dane finansowe, jako informacje poufne powinny być niezwłocznie publikowane w trybie raportu bieżącego, bez oczekiwania na termin przekazania raportu okresowego. Przy takim podejściu dane z raportu okresowego nie powinny zaskakiwać rynków. Przyjmuje się, że konieczność publikacji raportu bieżącego zawierającego takie dane finansowe następuje, w szczególności w sytuacji:

  • nieoczekiwanego charakteru danych;
  • istotnej zmiany wcześniejszych deklaracji emitenta;
  • odmienności od powszechnego szacowania rynku.

Powstanie takich danych musi skutkować niezwłocznym raportowaniem bieżącym. Czekanie na raport okresowy może być kosztowne. Z jednej strony mamy groźby kar ze strony KNF, a z drugiej ewentualne roszczenia odszkodowawcze inwestorów, którzy nabywali akcje bez świadomości rzeczywistych wyników finansowych emitenta.

Z całą pewnością, sprawa ta – jak wskazuje KNF – będzie miała „walor edukacyjny” oraz będzie „kształtować świadomość prawną uczestników rynku”, jednocześnie „ugruntowując (..) poczucie obowiązywania prawa oraz zaufanie do Komisji jako organu nadzoru nad rynkiem finansowym”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

[1] Na podstawie danych rocznych za 2016

Zarząd Bumech podaje dalej

Niecodzienna sprawa związana z domniemaną inwestycją China Coal w akcje Bumech S.A. świetnie pokazuje mechanikę działania notyfikacji związanych z nabywaniem znacznych pakietów akcji. Najistotniejsze jest, że:

  • Bumech otrzymuje pisemne zawiadomienie od China Coal o nabyciu znacznego pakietu akcji i przekroczeniu progu 5% przez China Coal ogólnej ilości głosów na walnym zgromadzeniu Bumech;
  • Bumech publikuje odpowiedni raport bieżący, informując rynek o notyfikacji dokonanej przez China Coal;
  • kurs akcji Bumech kieruje się do nieba; notowania akcji Bumech jednego dnia rosną nawet o 50%; inwestorzy i media w China Coal rozpoznają jednen z największych światowych konglomeratów wydobywczych;
  • KNF zawiesza notowania akcji Bumech;
  • KNF rozpoczyna postępowanie wyjaśniające, a Bumech zawiadamia prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa;
  • do w ustawowym terminie KNF nie wpływa zawiadomienie od China Coal o nabyciu akcji Bumech;
  • po przeprowadzeniu postępowania wyjaśniającego KNF podaje do publicznej wiadomości, że: (i) podpis pod tym dokumentem notyfikacji przesłanej Bumech nie jest podpisem prezesa zarządu China Coal; (ii) rzekome zawiadomienie zostało wysłane do Bumech listem poleconym, nadawcą przesyłki, zgodnie z informacją zawartą na kopercie, była kancelaria prawna; jednak kancelaria ta oświadczyła, że nie uczestniczyła w przekazaniu Bumechowi rzekomego zawiadomienia; (iii) ustalono wszystkich akcjonariuszy Bumechu na każdy dzień w analizowanym okresie i wynika z niego, że China Coal w tym okresie nie była akcjonariuszem Bumech;
  • KNF zawiadamia prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstw podrobienia dokumentu oraz wykorzystania informacji poufnej;
  • KNF prowadzi nadal działania nadzorcze w zakresie weryfikacji prawidłowości wykonywania przez Bumech obowiązków informacyjnych oraz w zakresie okoliczności wskazujących manipulację.

Na zakończenie całej sprawy będziemy musieli jeszcze poczekać. Pozostawiając wątki karne specjalistom, chciałbym zwrócić uwagę na sposób wykonywania przez spółkę obowiązku informacyjnego dotyczącego publikacji zawiadomienia akcjonariusza o nabyciu lub zbyciu znacznego pakietu akcji.

Historia Bumech pokazuje w jak trudnej sytuacji może znaleźć się spółka otrzymując taką notyfikację. Zwykle spółka otrzymuje notyfikacje od podmiotów znanych lub przynajmniej rozpoznawalnych. Zawiadomienia od dotychczasowych akcjonariuszy, czy instytucji finansowych raczej nie powodują przyspieszonego bicia serca. Co jednak powinna spółka zrobić otrzymując notyfikację od nieznanego sobie podmiotu?

Przepis wprost nakazuje, że po otrzymaniu notyfikacji Spółka jest zobowiązana do niezwłocznego przekazania takiej informacji do publicznej wiadomości, KNF oraz Giełdzie. Spółka nie może w żaden sposób ingerować w treść informacji. Nie może zmieniać jej, skracać, ani uzupełniać. Przekazanie oznacza, że po otrzymaniu notyfikacji spółka powinna poinformować o niej rynek przekazując jej treść, taką jaką sama otrzymała.

Moim zdaniem należy przyjąć, że spółka nie ma ani prawa, ani obowiązku weryfikowania treści takiej notyfikacji, jej kompletności, ani rzetelności. Spółka nie ma nie tylko podstaw prawnych, ale przede wszystkim rzeczywistych możliwości oraz czasu dla dokonania takiego sprawdzenia. Jedynym obowiązkiem spółki jest niezwłoczne przekazanie otrzymanej informacji na rynek. Nie można wykonać takiego obowiązku, jeśli wcześniej konieczne byłoby przeprowadzanie postępowania wyjaśniającego. Warto zwrócić uwagę, że takie postępowanie w sprawie Bumech zajęło KNF prawie trzy tygodnie, a moim zdaniem Komisja działała tu bardzo sprawnie. Spółka nie mając nawet ułamka kompetencji KNF, może jedynie niezwłocznie opublikować raport bieżący. W wyjątkowych sytuacjach można moim zdaniem rozważyć opatrzenie takiego raportu ostrożnym komentarzem oraz zawiadomienie KNF o wątpliwościach spółki dotyczących danej notyfikacji.

Sprawa Bumech świetnie pokazuje jak delikatnym mechanizmem jest rynek giełdowy i jak podstawowym jego elementem jest zaufanie.