Obligacje komunalne publiczne inaczej

tangled electric cablesNowe Rozporządzenie prospektowe[i] sporo zamieszało w prowadzeniu emisji papierów wartościowych. Rewolucją są nie tyle nowe siatki prospektów, ale raczej przepisy materialne, na czele z nową definicją oferty publicznej. W uproszczeniu, oferta publiczną papierów wartościowych jest każdy komunikat przedstawiający informacje wystarczające inwestorowi do podjęcia decyzji inwestycyjnej[ii]. Nie ma już ofert prywatnych, każda jest publiczna i każda wymaga prospektu, chyba że podlega zwolnieniu z uciążliwego obowiązku prospektowego. Lista tych zwolnień w dużej części pokrywa się z listą wyjątków z zakresu oferty publicznej z ustawy o ofercie.

Można powiedzieć, że definicja to definicja i nie wchodząc w dywagacje teoretyczne po prostu trzeba ją stosować i tyle. Na pierwszy rzut oka tak to wygląda. Zamiast starej definicji mamy nową, więc niewiele się zmieniło. Pozory są mylące.

Jednak definicja z ustawy o ofercie cały czas tam jest. Nowelizacja[iii] przewidująca uchylenie „starej” definicji[iv] utknęła w Sejmie, który zdążył jedynie z jej pierwszym czytaniem. Sprawozdanie Komisji Finansów Publicznych ma być przedmiotem tajemniczego posiedzenia Sejmu, które odbędzie się tuż po wyborach (15 października).

Nowe rozporządzenie i stara ustawa.

Póki co nowelizacji jednak nie ma i nie bardzo wiadomo kiedy będzie. Jesteśmy w okresie niepewności i niejasności. Obowiązuje Rozporządzenie i „stara” ustawa. Formalnie mamy więc dwie definicje oferty publicznej. Jedną w Rozporządzeniu, a drugą w ustawie o ofercie.

Reguły stosowanie prawa unijnego są jednoznaczne. Po pierwsze, przepisy rozporządzenia mają bezpośrednie zastosowanie w krajowym porządku prawnym. Po drugie, mają pierwszeństwo przed przepisami krajowymi. Stosując zasadę prymatu prawa unijnego stosujemy wprost definicję z Rozporządzenia, pomijając definicję z ustawy o ofercie. Piękne w swej prostocie. Jednak istnieje jeszcze jedna zasada. Po trzecie, zawsze jest problem gdy zakresy przepisów nie pokrywają się. Wszystko jest łatwe jeśli nowe przepisy rozporządzenia regulują dokładnie tą samą kwestię co dotychczasowe przepisy krajowe. Tak prosto nie jest jednak tym razem.

Problem powstaje przy emisjach papierów wartościowych przez jednostki samorządu terytorialnego. Rozporządzenie nie ma zastosowania do papierów wartościowych o charakterze nieudziałowym emitowanych m.in. przez „jedną z władz regionalnych lub lokalnych państwa członkowskiego[v]. Wynika z tego, że do obligacji emitowanych przez jednostki samorządu terytorialnego (gminy, powiaty, województwa) nie stosuje się przepisów Rozporządzenia. Oznacza to, że definicja oferty publicznej zawarta w Rozporządzeniu nie ma zastosowania do obligacji komunalnych. Wynika z tego nieoczywisty wniosek, że definicja oferty publicznej zawarta w Rozporządzeniu nie ma waloru powszechnego, ale jest ograniczona podmiotowo, gdyż wyłączone są z niej są papiery wartościowe emitowane przez niektóre podmioty, np. jednostki samorządu terytorialnego.

Dalej jest jeszcze zabawniej. Wracając do definicji oferty publicznej, to póki co są dwie. Jedna w ustawie o ofercie, a druga w Rozporządzeniu. Skoro ta druga nie ma zastosowania do obligacji komunalnych to stosować należy tą pierwszą. Póki co możemy (a nawet musimy) dopuścić taki zabieg interpretacyjny, który pozwoli nam na stwierdzenie, że dla większości emisji stosujemy definicję z Rozporządzenia, a dla niektórych (tych do których nie stosuje się Rozporządzenia) stosujemy definicję z ustawy o ofercie.

Dzięki temu gminy mogę emitować obligacje i oferować je albo publicznie (zgodnie z ustawową definicją), albo ciągle jeszcze prywatnie. Takie oferty są ciągle standardem rynkowym. Oferta obligacji komunalnych skierowana do mniej niż 150 osób nie będzie więc ofertą publiczną w rozumieniu ustawy o ofercie[vi], ani ofertą publiczną w rozumieniu Rozporządzenia, bo nie stosuje się go do ofert obligacji komunalnych. Obligacje będą więc oferowane „w inny sposób”, czyli na podstawie art. 33 pkt. 2) ustawy o obligacjach.

Jedno rozporządzenie, jedna definicja, jeden kłopot

Ale poczekajcie jeszcze moment, bo za chwilę może kilka dni, może miesięcy, ale na pewno kiedyś będzie jeszcze śmieszniej. Nowelizacja ustawy o ofercie usunie definicję oferty publicznej z ustawy. Nie będzie więc oferty publicznej w rozumieniu ustawy o ofercie. Będzie tylko definicja Rozporządzenia. Ta druga, tak jak całe Rozporządzenie nie będzie miała zastosowania do obligacji komunalnych. Zmieni się też art. 33 pkt 1) ustawy o obligacjach, bo nie będzie w nim odwołania do definicji oferty publicznej z ustawy o ofercie, a w zamian za to pojawi się odwołanie do Rozporządzenia[vii]. Ze wskazanych wyżej względów oferta obligacji komunalnych nie będzie ofertą publiczną. Pozostanie więc dalej oferowanie „inny sposób”. Niby nic się nie zmieni, ale co jeśli jakaś dzielna gmina wyemituje obligacje, których ofertę skieruje do wszystkich mieszkańców gminy, albo (po co się ograniczać) do każdego Polaka? Niezależnie od ilości adresatów nie będzie to oferta publiczna, bo ze względu na typ emitenta nie będzie się do niej stosować Rozporządzenia, zawierającego definicję oferty publicznej. A innej definicji nie będzie.

Tak mi jakość z tych przepisów wychodzi, że propozycja nabycia obligacji komunalnych dla każdego Polaka to przyszłość!

 

 

 

[i] Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2017/1129 z dnia 14 czerwca 2017 r. w sprawie prospektu, który ma być publikowany w związku z ofertą publiczną papierów wartościowych lub dopuszczeniem ich do obrotu na rynku regulowanym oraz uchylenia dyrektywy 2003/71/WE) („Rozporządzenie”)

[ii] Artykuł 2 lit. d) Rozporządzenia

[iii] art. 1 pkt. 3 nowelizacji (stan na 23 września 2019)

[iv] uchylenie art. 3 ust. 1 ustawy o ofercie

[v] art. 1 ust. 2 lit. b Rozporządzenia

[vi] poza zakresem definicji z art. 3 ustawy o ofercie (mniej niż 150 adresatów)

[vii] art. 16 pkt. 3 nowelizacji (stan na 23 września 2019)

Kosztowne dla Murapol parkowanie akcji

Depositphotos_56801397_s-2019KNF nałożyła na Murapol ponad 10 mln zł kar za naruszenia obowiązków związanych posiadaniem znaczących pakietów akcji Skarbiec Holding S.A. Komisja uznała, że Murapol wraz z innymi podmiotami przekroczył próg 33% ogólnej liczby głosów i nie ogłosił tzw. wezwania następczego i nie dokonał odpowiednich notyfikacji.

Murapol odpowiedział rozbudowanym komunikatem, w którym szczegółowo uzasadnia tezy o prawidłowości swoich działań i zapowiada obronę swoich interesów w dalszym postępowaniu.

Skala kar (99% maksymalnej sankcji!) doczekała się już świetnych komentarzy (niezawodny Mirosław Kachniewski!).

Sprawa jest ciekawa, również dlatego że dotyczy tzw. parkowania akcji, a właściwie zakresu dopuszczalności stosowania tego typu rozwiązań bez ryzyka wpadnięcia w pułapki przepisów o znaczących pakietach. Murapol wpadł, ale dalej walczy. Parkowanie akcji często używane na rynku kapitałowym, więc dokonana przez KNF wykładnia może spowodować wiele problemów nie tylko dla Murapolu, ale i dla innych emitentów i ich akcjonariuszy.

Przepisy ustawy o ofercie związane ze znacznymi pakietami zawsze budziły wątpliwości. Przyczyn było wiele. Do najważniejszej, czyli próby regulacji wielu nieoczywistych sytuacji i zdarzeń, przez wejście regulacyjne w sferą dużych i sprzecznych interesów, aż po wadliwe tłumaczenia dyrektyw i nieścisłości językowe polskich ustaw.

Ideą tych regulacji jest nałożenie obowiązków (wezwania, notyfikacje) również na inne podmioty, niż te które dokonują banalnego nabywania akcji. Założenie jest takie, ze istnieje wiele sytuacji, które choć nie są związane z nabyciem akcji to prowadzą do podobnego skutku, więc powinny wiązać się z takimi samymi obowiązkami. Chodzi tu o równe zdarzenia prowadzące do uzyskania kontroli nad głosami ze znacznych pakietów akcji spółki publicznej. Poczynając od sytuacji stosunkowo prostych (nabycie kwitów depozytowych), przez nabycie akcji przez kilka funduszy inwestycyjnych zarządzanych przez to samo TFI, kończąc na osławionym działaniu w porozumieniu. Jednym z takich przypadków jest też posiadanie akcji przez osobę trzecią w imieniu własnym, lecz na zlecenie lub na rzecz tego podmiotu. Chodzi o to czy jeżeli osoba trzecia nabędzie akcje (na siebie), ale na zlecenie lub na rzecz innej osoby (parkujący), to czy głosy z tych akcji powinno się doliczać do stanu posiadania parkującego.

(Opierając się wyłącznie na informacjach medialnych) w uproszczeniu, można stwierdzić, że KNF twierdzi, że należy sumować głosy z takich pakietów, a Murapol, że nie. Dla KNF kluczowe jest to, że osoby trzecie posiadały akcje w imieniu własnym, ale na rzecz Murapol, co było przejawem tzw. „parkowania akcji”. KNF akcentuje, że dla wystąpienia tzw. parkowania akcji wystarczające jest to, że dokonujący parkowania akcji ponosi ryzyko ekonomiczne związane z akcjami, a ich (formalny) właściciel jest z ryzyka tego zwolniony. W tej sprawie, Murapol zaprzecza, stwierdzając, że właściciele ponosili ryzyko ekonomiczne. Ocena sprawy oczywiście wymagałaby znajomości całości materiału dowodowego, ale przeniesienie ryzyka ekonomicznego najczęściej dokonywane jest za pomocą umów lub instrumentów gwarantujących odkup akcji po określonej cenie.

Murapol zdaje się jednak większy nacisk przykładać do faktycznej możliwości wywierania wpływu na sposób wykonywania prawa głosu z zaparkowanych akcji. Tu mamy bardzo jasno zarysowany spór prawny, czy dla uznania danej sytuacji za parkowanie akcji, konieczne jest by parkujący miał możliwość wpływu na wykonywanie prawa głosu z akcji przez (formalnego) właściciela akcji, czy wystarczy by akcje „zaparkował” u osób, na których działania w zakresie wykonywania prawa głosu nie może wpływać.

Tak dyskusja już trwa, szczególnie od momentu, gdy na coraz większą skalę zaczęto wykorzystywać instrumenty swapowe, które umożliwiały możliwość łatwego przejmowania akcji. Wykorzystanie takich instrumentów tworzyło nową sytuacje w spółce, mimo że nie dochodziło (przynajmniej do pewnego momentu) do zmian struktury akcjonariatu.

Mamy więc kolejną odsłonę sporu o istotę regulacji o znacznych pakietach akcji. Czy podejdziemy do ich wykładni bardziej literalnie czy podstawą dla ich interpretacji uczynimy cel? Jak określimy ten cel? Nawet jeśli skupimy się na słowach, to co oznacza „posiadanie na rzecz innego podmiotu”? Czy kluczowe jest jak najszersze określenie zobowiązanych do podporządkowania się przepisom, czy raczej krąg zainteresowanych powinien być wąski i jednoznacznie zdefiniowany? Jest nad czym się zastanawiać.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Giełda nie wpuszcza obligacji PBG

EV001555

Ponownie o ryzyku. Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. odmówił wprowadzenia na Catalyst obligacji PBG, wyemitowanych w ramach restrukturyzacji układowej. Obligacje te objęli wierzyciele PBG i pokryli je wierzytelnościami układowymi. Wierzyciele w miejsce pierwotnych wierzytelności otrzymali nowe obligacji. Odmowa nastąpiła ze względu na:

  • Treść podstawy odmowy wyrażenia opinii z badania skonsolidowanego rocznego sprawozdania finansowego GK PBG za rok 2018 oraz z badania rocznego sprawozdania finansowego Spółki za rok 2018;
  • Podjęcie przez Spółkę decyzji o wystąpieniu do Obligatariuszy z wnioskiem o zmianę harmonogramu wykupu Obligacji […];
  • Ryzyko związane z nieterminowym wykonaniem części zobowiązań wynikających z postanowień układu”.

Wszystko to prawda.

Biegły odmówił wyrażenia opinii o sprawozdaniach finansowych Spółki za 2018 r. (tak samo jak w poprzednim roku). Upraszczając, przyczyną odmowy jest brak przekonania audytora do wizji przedstawionej przez Zarząd. Audytor stwierdził, że nie uzyskał wystarczających dowodów, które uprawdopodobniają założenia przyjęte przez Zarząd Spółki w planie przepływów pieniężnych dla źródeł finansowania zobowiązań Spółki w okresie realizacji układu. Inaczej mówiąc, biegły nie został przekonany, że PBG wygeneruje odpowiednio szybko, odpowiednie ilości gotówki by wykonać swoje zobowiązania układowe. A brak spłaty tych zobowiązań może zagrozić kontynuacji działalności spółki.

PBG zwróciła się do swoich obligatariuszy o prolongowanie terminu spłaty obligacji ze względu na trudności z upłynnieniem aktywów, które miały finansować spłatę obligacji.

Sytuacja PBG nie jest idealna. Płynność finansowa spółki jest niepewna. Nie jest więc pewne czy obligacje zostaną spłacone w terminie.

W takiej sytuacji Giełda odmawia wprowadzenia obligacji do obrotu. Nie mam pewności co do podstawy prawnej odmowy, ale mogą zakładać, że posłużono się klauzulą bezpieczeństwa obrotu. Pozwala ona Giełdzie na odmowę wprowadzenia do obrotu, gdy uzna, że wprowadzenie instrumentów finansowych do obrotu zagrażałoby bezpieczeństwu obrotu lub interesowi jego uczestników. Dokonując oceny wniosku w tym zakresie Giełda bierze pod uwagę w szczególności prowadzoną przez emitenta działalność oraz perspektywy jej rozwoju z uwzględnieniem źródeł jej finansowania [5 ust. 2 pkt 2) Regulaminu ASO].

Notowanie obligacji PBG nie rozwiąże (niestety) problemów finansowych PBG. Odmowa notowania ma jednak wpływ na sytuację obligatariuszy. Bez dostępu do obrotu zorganizowanego zbycie obligacji będzie znacząco utrudnione. Straci nie tyle emitent, co obligatariusze i inwestorzy. Pierwsi będą mieli mniejsze możliwości pozbycia się kłopotliwego długu PBG, a inwestorzy nabycia takich papierów w sobie tylko znanych celach (np. spekulacja lub rozliczenie).

Rozumiem Giełdę, że chciałaby uniknąć problemów z papierami emitenta w niepewnej sytuacji finansowej. Moim zdaniem, zablokowanie dostępu do platform giełdowych nie rozwiązuje żadnego problemu. Ochrona inwestorów nie powinna jednak oznaczać ubezwłasnowolnienia i ich samych i emitenta. Powinno się dyskutować o ochronie inwestorów, a w tym w szczególności o właściwym informowaniu rynku o ryzyku (o obowiązki informacyjne, specjalne oznaczenie) oraz o regułach oferowania takich instrumentów. Zamiast tego mamy ucięcie dyskusji.

Od zawsze byłem zwolennikiem możliwie szerokiego dopuszczenia obrotu długiem, w tym również długiem podmiotów w złej sytuacji finansowej. Dalej twierdzę, że ustawowe wyłączenie możliwości normalnego obrotu obligacjami niewykupionymi w terminie było błędem. Teraz mamy blokadę z innej strony. Wygoda instytucji infrastrukturalnych znowu zwyciężyła.

 

 

 

ASI nie wolno (bardzo) ryzykować

Mexican hero - 3D IllustrationKNF właśnie odmówiła warszawskiej spółce NDF PILOT Sp. z o.o. wpisu do rejestru zarządzających ASI (alternatywna spółka inwestycyjna). Brak wpisu do tego rejestru uniemożliwia podjęcie działalności.

Spółka planowała działalność inwestycyjną na rynku kryptowalut. Komisja stwierdziła, że jest to „skrajnie ryzykowna działalność o spekulacyjnym charakterze”, prowadzona na obarczonym ponadprzeciętnym ryzykiem rynku kryptowalut, pozostającym poza obszarem prawnej regulacji. Równocześnie możliwość inwestowania za pośrednictwem takiej ASI byłaby „potencjalnie adresowana do szerokiego kręgu odbiorców”. To wszystko skłoniło KNF do przyjęcia, że spółka nie daje rękojmi należytego zabezpieczenia interesu inwestorów alternatywnej spółki inwestycyjnej i odmówiła spółce wpisu do rejestru[1].

Nie znam szczegółów polityki inwestycyjnej NDF PILOT, ale wydaje mi się, że możemy założyć, że działalność na rynku kryptowalut to po prostu nabywanie i zbywanie kryptowalut oraz podobnych instrumentów. W pełni zgadzam się z Komisją, że jest to działalność skrajnie ryzykowna. Byłbym ostrożny z używaniem określenia „spekulacyjny” w tak negatywnym kontekście, bo rozumiem inwestowanie, jako – w uproszczeniu – kupowanie tanio i sprzedawanie drożej. W takim sensie każda działalność inwestycyjna ma charakter spekulacyjny. Istotą problemu nie jest jednak spieranie się o poszczególne słowa.

Decyzja KNF uniemożliwia ASI rozpoczęcie działalności. KNF sięgnął więc po najpotężniejszy instrument regulacyjny, jakim jest administracyjne wykluczenie z rynku. Sprawa dotyczy wolności gospodarczej, więc swobody gwarantowanej konstytucyjnie. Jest więc jest wyjątkowo poważnie.

Wartością chronioną przez taką decyzję są interesy inwestorów. A precyzyjnie, ich pieniądze, które mogliby zainwestować w taką ASI, a następnie mogliby je stracić. Istotne dla Komisji wydaje się, że instrumenty takiej ASI mogłyby być oferowane wielu inwestorom, a w tym wymagającym  szczególnej ochrony inwestorom indywidualnym. By zapobiec potencjalnym stratom w majątkach potencjalnych inwestorów, wywołanych przez potencjalną działalność inwestycyjną tej ASI, zakazano jej podjęcia.

Dla mnie istotą problemu jest właśnie sama możliwość dokonania przez organ administracji publicznej tak daleko idącej kontroli prewencyjnej. Dochodzi tu bowiem do przesunięcia momentu ingerencji regulatora. W miejsce zakazu będącego wynikiem naruszenia prawa, mamy zakaz uprzedni, motywowany ryzykiem. Co ważne nawet nie ryzykiem naruszenia prawa, ale ryzykiem strat. W tej optyce, zakazano spółce podjęcia działalności, bo jej działalność miała być prowadzona na rynku obciążonym wysokim ryzykiem poniesienia strat.

Taka idea ochrony rynku może być uznana za słuszną, bo w końcu chodzi o ochronę inwestorów. W tej optyce, inwestorzy nie powinni mieć w ogóle możliwości podejmowania potencjalnie ryzykownych decyzji inwestycyjnych. Z drugiej strony, można jednak twierdzić, że w taki sposób KNF nadmiernie ingeruje w rynek. Podstawą zakazu jest bowiem założenie, że działalność spółki jest ryzykowna dla inwestorów. Skoro tak, to Komisja musi samodzielnie określać stopień ryzyka danej działalności, by móc zabronić działalności zbyt ryzykownej. Otwarte pozostają pytania jakich metod szacowania ryzyka Komisja używa, a przede wszystkim przy jakim stopniu ryzyka działalność jest zbyt ryzykowna by mogła być prowadzona? Tego nie dowiemy się z komunikatu w tej sprawie.

Pozostaje więc tylko informacja, że ryzyka związane z działalności inwestycyjną są szacowane przez KNF. Inwestorzy – dla swojego dobra – są pozbawieni takiej możliwości.

 

 

 

 

 

[1] art. 70zc ust. 3 pkt 2) ustawy o funduszach inwestycyjnych

Intensywnie zmieniana cena wezwania na akcje PCM

Pixel art style illustration wizard, knight and dwarfWalka o przejęcie Prime Car Management („PCM”) jest ekscytująca. Po raz pierwszy w historii warszawskiej giełdy trzy podmioty równocześnie przeprowadzają wezwania na akcje tej samej spółki. Walka jest zacięta. Cena rośnie i rośnie.

Na kanwie tej rozgrywki, energicznie działa KNF. Nie dość, że prowadzi akcję ostrzegawczo-edukacyjną, to jeszcze polemizuje z tezami głoszonymi w mediach.

Sporo jak na jedną transakcję.

 

Trzy wezwania

Kalendarium:

  • W listopadzie 2018 r. PKO Leasing wezwało do sprzedaży wszystkich akcji PCA proponując 11,38 zł za akcję.
  • W grudniu 2018 r. kontrwezwanie ogłosił Hitachi Capital Polska („Hitachi”), oferując 12,09 zł za akcję.
  • 7 lutego 2019 r. Hitachi podnosi cenę wezwania do 18,05 zł.
  • 20 lutego trzecie wezwanie ogłasza fundusz Pollen Street Capital („PSC”) proponując 20 zł za akcję. Zapisy w wezwaniu mają rozpocząć się 13 marca i trwać aż do 15 kwietnia 2019 r.
  • 21 lutego Hitachi podnosi cenę wezwania do 22,25 zł.
  • 22 lutego PKO Leasing podnosi cenę wezwania do 23 zł.
  • 25 lutego PSC podnosi cenę wezwania do 23,25 zł.
  • 25 lutego Hitachi informuje, że nie nabędzie akcji w wezwaniu (brak spełnienia się warunków nabycia co najmniej 66% i zawarcia umowy inwestycyjnej).
  • 25 lutego kończą się zapisy w wezwaniu PKO Leasing, a wzywający nie nabywa akcji (brak spełnienia się warunku nabycia co najmniej 66%).

Licytacja jak widać była intensywna. Po rezygnacji Hitachi i PKO Leasing na placu boju (przynajmniej na razie) pozostał tylko PSC. Pewien problem w tym, że zapisy w wezwaniu PSC będą zbierane dopiero za dwa tygodnie (od 13 marca).

Pierwsze wejście KNF

KNF reaguje błyskawicznie. Już 25 lutego Komisja publikuje krótki komunikat zwracający uwagę, że wezwania są zdarzeniami bardzo cenotwórczymi, a ceny wezwań to już wyjątkowo ważne i cenotwórcze są. KNF podkreśla, że „zmiany ceny, powinny być dokonywane z pełną odpowiedzialnością za jakość obrotu giełdowego, na który zmiany te mają istotny wpływ”. Ostatni akapit komunikatu zdaje się być skierowany wprost do PSC, bo odnosi się do zmiany ceny dokonywanej przed rozpoczęciem przyjmowania zapisów. KNF wskazuje, że taka zmiana może być oceniana w świetle przepisów o manipulacji, o czym może świadczyć w szczególności obniżenie ceny.

KNF pogroził więc wyraźnie palcem. Jak po takiej licytacji, w której wykruszyli się wszyscy konkurenci PSC obniży cenę, to może mieć kłopoty.

Komentarze medialne

Dzisiejszy (27 lutego) Plus Biznesu grzeje temat opisując regulacje dotyczące zmiany ceny w wezwaniu[1]. Problem jest ciekawy. Zasadą jest, że zmiana ceny może następować nie częściej niż co 5 dni roboczych (§ 8 ust. 1 Rozporządzenia). Cena może być jednak zmieniona bez zachowania tego terminu, „w przypadku gdy inny podmiot ogłosił wezwanie dotyczące tych samych akcji” (§ 8 ust. 2 Rozporządzenia).

PSC 20 lutego ogłosiło wezwanie z ceną 20 zł, a już po 3 dniach roboczych (25 lutego) podniosło ją do 23 zł. Cytowani przez Plus Biznesu prawnicy są zgodni, że wykładając przepisy funkcjonalnie i celowościowo należy przyjąć, że możliwa jest zmiana ceny bez zachowania 5-dniowego terminu także w wypadku zmiany ceny kontrwezwania, a nie wyłącznie w przypadku ogłoszenia innego wezwania. Intensywna licytacja jest korzystna dla akcjonariuszy, którzy mogą wyjść ze spółki otrzymując wyższą cenę. Przy tak rozumianym przepisie działania PSC były prawidłowe.

Drugie wejście KNF

Reakcja KNF była natychmiastowa. Komisja publikuje drugi komunikat o zmianie ceny. Trudno nie odnieść wrażenia, ze jest wprost polemiką z tezami artykułu Pulsu Biznesu. Najistotniejsze jest, że w opinii KNF „pięciodniowy termin należy liczyć od daty pierwszej zmiany ceny w wezwaniu, a nie od dnia ogłoszenia wezwania. Zgodnie z literalną wykładnią tego przepisu, po ogłoszeniu wezwania uprawniony podmiot może zmienić cenę w wezwaniu w dowolnym terminie, ale już kolejnych zmian ceny jest obowiązany dokonywać z zachowaniem odstępu co najmniej 5 dni roboczych od ostatniej zmiany. (…) zmiana ceny w wezwaniu w odstępach krótszych niż 5 dni roboczych jest możliwa jedynie w przypadku, gdy inny podmiot ogłosi wezwanie dotyczące tych samych akcji. Należy pamiętać przy tym, że zmiana ceny w wezwaniu ogłoszonym przez inny podmiot nie jest ogłoszeniem nowego wezwania, co oznacza, że w takim przypadku termin pięciodniowy nie może być skrócony.

Zdaniem KNF:

  • pierwsza zmiana ceny wezwania (zmiana ceny pierwotnej) może być dokonana w dowolnym terminie, bez 5-dniowego ograniczenia;
  • druga i kolejne zmiany ceny wezwania zawsze wymagają zachowania 5-dniowego odstępu, jedynie poza wypadkiem ogłoszenia nowego wezwania (taka sytuacja nie jest zmiana ceny wcześniej ogłoszonego wezwania).

Również zgodnie z taką interpretacją postępowanie PSC było prawidłowe (choć z innych przyczyn).

Dziś pytanie, dziś odpowiedź. I jak tu nie wierzyć w misję mediów i ich pozytywny wpływ na Państwo i jakość debaty?

 

[1] Rozporządzenie Ministra Rozwoju i Finansów z dnia 14 września 2017 r. w sprawie wzorów wezwań do zapisywania się na sprzedaż lub zamianę akcji spółki publicznej, szczegółowego sposobu ich ogłaszania oraz warunków nabywania akcji w wyniku tych wezwań („Rozporządzenie”)

 

Zosia Samosia, czyli Hyperion zmienia warunki emisji obligacji

Graffiti Street ArtZmiana warunków emisji obligacji nie jest prosta. Nowa ustawa wiele ułatwiła (zgromadzenie obligatariuszy, korekty techniczne), ale równocześnie znakomicie utrudniła restrukturyzację wymagalnego zadłużenia z obligacji. Zamiast rozwiązań kompromisowych i ważenia różnych interesów wybrano rozwiązanie najprostsze, czyli zakaz. Wyłączono całkowicie obrót obligacjami po defaulcie. Przybrało to poetycką formę: „Po ustaleniu uprawnionych do świadczeń z tytułu wykupu obligacji niemającej postaci dokumentu, prawa z tej obligacji nie mogą być przenoszone” (art. 8 ust. 6 ustawy o obligacjach). Zakaz ten nie dotyczy obligacji dokumentowych. To wyłączenie jest najczęściej stosowane przy transakcjach obejmujących transfery takich aktywów. Skoro nie można przenieść obligacji nie dokumentowej, to trzeba sprawnie zmienić jej formę i po kłopocie.

Łatwo powiedzieć, ale trudniej zrobić. Przepisów, odpowiedników zniesienia dematerializacji akcji, nie ma. Zmiana formy obligacji jest zmianą treści długu, która przybiera postać zmiany warunków emisji obligacji. Taka zmiana wymaga zgodnych oświadczeń wszystkich obligatariuszy lub uchwały zgromadzenia obligatariuszy.

Zgoda wszystkich wierzycieli jest trudna do uzyskania. Obrót giełdowy obligacjami zdematerializowanymi jest anonimowy, a zapisów ewidencji obligacji strzeże przed emitentem tajemnica maklerska. Samo ustalenie tożsamości obligatariuszy jest wyzwaniem. Przekonanie ich zmiany warunków emisji jeszcze większym.

Nie jest łatwiej ze zgromadzeniem obligatariuszy. Warunki emisji mogą go nie przewidywać. Obligacje mogą być wyemitowane jeszcze pod rządami starej ustawy, która nie przewidywała takiego rozwiązania. A w końcu, na samym zgromadzeniu możliwe są problemy z uzyskaniem większości, kworum lub jednomyślności.

Jak więc zmienić treść warunków emisji, skoro nie można ich zmienić? Tak jak w polityce i w konfliktach korporacyjnych. Metodą faktów dokonanych.

Świetnym przykładem takiego działania jest zmiana warunków emisji obligacji Hyperion S.A. Emitent zmienił je składając oświadczenie. Likwidator działający w imieniu emitenta oświadczył, że postanawia dokonać zmiany warunków emisji obligacji. Zmiana sprowadza się do zmiany formy obligacji na obligacje dokumentowe. W uzasadnieniu wskazano wyraźnie, że celem jest umożliwienie obrotu obligacjami, pomimo upływu terminu ich wykupu. Zmiana nie ma wpływu na treść stosunku zobowiązaniowego wynikającego z obligacji.

Zmiana jest korzystna dla obligatariuszy, bo przywraca możliwość obrotu obligacjami. Można je sprzedać i zminimalizować straty, zamienić na inne instrumenty albo przynajmniej zbyć i rozliczyć straty podatkowe. W jakim trybie taka zmian jest dokonywana? Prawne uzasadnienia można konstruować różne (np. zawarcie umowy przez przyjęcie oferty lub czynności konkludentne). Brak zainteresowanych kwestionowaniem takiej zmiany sprzyja kreatywnemu podejściu.

Z całego zamieszania ważne są dwie rzeczy. Pierwszy wniosek nie jest ani odkrywczy, ani budujący. Nawet drobny przepis, może znacząco utrudniać życie. Drugi jest optymistyczny. Kreatywne podejście do problemów i przepisów może zdziałać cuda.

 

P.S. A od lipca 2019 r. nawet takich rzeczy nie będzie można robić.

 

Enei droga na Ostrołękę

 

woman with electricity light bolt breaking the wall,illustration paintingFundacja „ClientEarth Prawnicy dla ziemi”, jako akcjonariusz mniejszościowy Enei zaskarżyła uchwałę walnego zgromadzenia o kierunkowej zgodzie na budowę nowego bloku węglowego w elektrowni Ostrołęka. Żądanie obejmuje stwierdzenie nieważności lub ewentualnie ustalenie nieistnienia lub ewentualnie o uchylenie uchwały (więcej już się nie dało). Uchwała jest lakoniczna i jedynie kierunkowa, ale cała sprawa jest arcyciekawa i precedensowa. I dla akcjonariuszy mniejszościowych i dla zarządów spółek, a w szczególności tych kontrolowanych przez nasze Państwo.

Projekt rozbudowy elektrowni Ostrołęka od lat budzi kontrowersje. Zarzucony w 2012, został podjęty w 2015, tym razem w formule współpracy Enei i Energi – spółek kontrolowanych przez Państwo. W projekcie najbardziej kontrowersyjne są nie szacowane na 6 mld zł koszty, ale sama jego sensowność ekonomiczna. Kolejni eksperci, zarządzający i inwestorzy zgłaszają wątpliwości. Pojawiają się głosy o trwałej nierentowności inwestycji, bez znaczącego wsparcia z rynku mocy. W odpowiedzi stawia się argument odwołujący się do bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Spór rozstrzygnie sąd. Przedmiotem postępowania dowodowego będą właśnie kwestie dotyczące sensowności ekonomicznej projektu i ryzyk jaki generuje on dla spółki. Client Earth stawia tezę, że decyzja o zaangażowaniu w projekt Ostrołęka C może stanowić „naruszenie obowiązków dotyczących analizy ryzyka oraz działań w najlepszym interesie spółki i jej akcjonariuszy”. Osoba powoda gwarantuje, że nie dojdzie tu do zakulisowej ugody. Sąd w wyroku będzie musiał nazwać i określić wiele nieostrych kwestii. Co jest interesem spółki, a co akcjonariuszy? Jakie są granice swobody działania akcjonariusza dominującego? Czy spółka ma działać tylko dla zysku, czy musi uwzględniać inne kwestie? Jeśli tak czy ważna jest ochrona środowiska, czy może polityka? Czy spółka może być narzędziem rządu dla realizacji polityki i gdzie są granice narzucania spółce woli politycznej? A jak się to ma do interesów akcjonariuszy mniejszościowych? Jak zarząd powinien analizować ryzyko? itd. Prawdziwa bomba.

 

.