Nieważny obrót akcjami „rolnych” spółek na New Connect

Prawniczym przebojem ostatnich tygodni jest ustawa o kształtowaniu ustroju rolnego. Ten fantastyczny akt prawny nie tylko sparaliżował obrót ziemią, ale dostarczył nam wszystkich niesamowitych doznań intelektualnych. Niestety poza wyszukiwaniem coraz to nowych absurdów, analiza tych przepisów zmusza do smutnej refleksji nad jakością stanowienia prawa w Polsce.

farming tractor line-ups, plows and machineryNieruchomość rolna i pierwokup

Nieruchomość rolna to taka nieruchomość, która jest lub może być wykorzystywana do prowadzenia działalności rolnej. Przepisów ustawy nie stosuje się do nieruchomości o powierzchni mniejszej niż 0,3 ha oraz do  nieruchomości położnych na obszarach przeznaczonych w planach zagospodarowania przestrzennego na cele inne niż rolne.

Ustawa nie tylko ogranicza obrót nieruchomościami, ale i ogranicza obrót akcjami spółek, które są właścicielami nieruchomości rolnych. Agencji Nieruchomości Rolnych („Agencja”) przyznano ustawowe prawo pierwokupu akcji i udziałów spółki prawa handlowego, która jest właścicielem nieruchomości rolnej (art. 3a Ustawy). Zbycie takich akcji może nastąpić jedynie pod warunkiem, że Agencja nie wykona prawa pierwokupu. Nabycie akcji dokonane niezgodnie z przepisami ustawy jest nieważne (art. 9 ust. 1 Ustawy). Sankcja nieważności dotyczy w szczególności naruszenia ustawowego prawa pierwokupu przysługującego Agencji.

Prawo pierwokupu dotyczy tylko umów sprzedaży, ale w wypadku zbycia akcji takiej spółki w wyniku zawarcia innej umowy, albo innego zdarzenia prawnego, Agencji przysługuje prawo nabycia akcji, za zapłatą ceny rynkowej (art. 4 ust. 6 Ustawy).

Giełda, giełda i .. New Connect

Na szczęście ustawodawca dostrzegł, że w Polsce istnieje Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie.  Efektem tego spostrzeżenia jest wyłączenie stosowania przepisu o prawie pierwokupu „w przypadku zbywania akcji dopuszczonych do obrotu na rynku giełdowym w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi (Dz. U. z 2014 r. poz. 94, z późn. zm.)” [art. 3a ust. 2 pkt. 1) Ustawy]. Co za ulga! Ale, zaraz, zaraz… New Conect nie jest rynkiem giełdowym! A niektóre spółki tam notowane są właścicielami nieruchomości.

W Polsce rynek giełdowy oraz rynek pozagiełdowy są częściami rynku regulowanego (art. 15 ust. 1 ustawy o obrocie). Obok nich, spółka prowadząca giełdę może organizować alternatywny system obrotu, jakim jest np. New Connect (art. 16 ust. 3 ustawy o obrocie). Obrót papierami wartościowymi dokonywany na rynku regulowanym albo w alternatywnym systemie obrotu jest określany obrotem zorganizowanym. W konsekwencji, NewConnect ma status rynku zorganizowanego, lecz prowadzony jest przez GPW poza rynkiem regulowanym w formule alternatywnego systemu obrotu. Powoduje to, że choć obrót akcjami na New Connect jest obrotem zorganizowanym, to nie jest obrotem giełdowym. Nawet jeśli sam New Connect jest organizowany przez giełdę.

I tu mamy problem. Wyłączenie stosowania przepisów o ustawowym prawie pierwokupu akcji spółek, które są właścicielami nieruchomości rolnych nie dotyczy obrotu na New Connect, bo nie jest to obrót giełdowy. Każde zbycie takich akcji bez umożliwienia Agencji wykonania prawa pierwokupu jest nieważne. W konsekwencji nieważna jest każda transakcja zbycia akcji notowanej na New Connect spółki, która jest właścicielem nieruchomości rolnej, która została dokonana po 1 maja 2016 r., a która nie została poprzedzona umożliwieniem Agencji wykonania prawa pierwokupu. Truizmem jest stwierdzenie, że niewykonalne jest poprzedzenie złożenia zlecenia giełdowego zawiadomieniem Agencji. Wyszło, więc słabo.

 

Obligacje partycypacyjne Polskiej Grupy Węglowej

Mine de charbonNegocjacje dotyczące zadłużenia Polskiej Grupy Węglowej trwają. Minister Tchórzewski właśnie oświadczył, że banki zgodziły się żeby 20% zadłużenia spółki było spłacane z zysku, za pośrednictwem obligacji partycypacyjnych. Wygląda ciekawie, a prawdopodobnie będzie jeszcze bardziej ekscytująco.

Możliwość emisji obligacji partycypacyjnych wynika wprost z art. 18 ustawy o obligacjach. Choć prawie identyczną regulację przewidywała stara ustawa, to emisje obligacji partycypacyjnych należą do rzadkości. Może teraz coś się zmieni?

Prawo obligatariuszy do zysku emitenta jest  z oczywistych przyczyn warunkowe. Prawo to powstanie bowiem dopiero wtedy gdy emitent wypracuje zysk. Określona części tego zysku przypadnie obligatariuszom. Ustawa nie narzuca żadnych rozwiązań i ogranicza się w zasadzie do wymagania by szczegółowe warunki i zasady udziału obligatariuszy w zysku emitenta określone zostały w warunkach emisji. Otwiera to szerokie pole dla kreatywnych rozwiązań.

Intuicyjnie większość z nas wyobrażając sobie obligacje partycypacyjne określa prawo do zysku jako prawo zastępujące tradycyjne odsetki. W takim rozumieniu prawo do zysku jest  tzw. świadczeniem ubocznym. Taka obligacja raz do roku mogłaby przynosić przychody, zależne od wypracowania zysków przez emitenta. Obok prawa do zysku można również zastrzec świadczenia odsetkowe. Powstałaby obligacja kuponowa z bonusem w postaci udziału w zysku. W każdym z tych przypadków, oprócz tych świadczeń ubocznych (prawo do zysku, odsetki) – w terminie zapadalności – obligacja byłaby wykupywana przez emitenta. Istotą takiego modelu jest to, że prawo do zysku występuje obok głównego zobowiązania emitenta, jakim jest obowiązek wykupu obligacji (zwrot nominału).

Nie jest to jednak jedyna możliwość. Obligacja partycypacyjna może zostać ukształtowana w taki sposób, by prawo do zysku było tzw. świadczeniem głównym. W takim wypadku emitent będzie zobowiązany jedynie do wypłaty obligatariuszom określonej części swojego zysku. I nic więcej. Cena emisyjna takiej obligacji będzie więc ceną za prawo do partycypowania w zysku emitenta. Taki zakład może okazać się bardzo lukratywny. Ale nie musi. Wszystko zależy od emitenta. Jeśli emitent nie wypracuje żadnego zysku, to nie wypłaci obligatariuszom żadnych świadczeń. Wszystko zgodnie z warunkami emisji. Ewentualne żale można będzie zbyć tradycyjnym: „widziały gały, co brały!”.

Warunków emisji obligacji partycypacyjnych PPG jeszcze nie znamy. Można jednak zakładać, że skoro obligacje te mają być alternatywą dla konwersji wierzytelności na akcje, to zastosowane zostanie to drugie rozwiązanie. W efekcie, część długów objęta tymi papierami zostanie spłacona wyłącznie, jeśli PPG wypracuje zyski. Taka uroda restrukturyzacji.

 

Zakaz wykonywania głosu z akcji Projprzem?

Flat modern design with shadow Icon  symbol ban talk

Flat modern design with shadow Icon symbol ban talk

Trwa walka o przejęcie Projprzem. GK Immobile ogłosiła wezwanie na akcje, a spółka odpowiedziała różnymi działaniami obronnymi. Zarząd Projprzem nie tylko uznał cenę wezwania za odbiegającą od wartości godziwej akcji, ale skierował do sądu pozew przeciwko GK Immobile o „ustalenie zakazu wykonywania prawa głosu z akcji posiadanych przez wyżej wymienionego akcjonariusza w związku z działaniem w porozumieniu z innymi Akcjonariuszami Spółki”. Tego typu pozew jest coraz częściej stosowanym środkiem w sporach korporacyjnych. W tej sprawie ciekawe jest akcentowanie uzasadnienie jego złożenia. Przewodniczący rady nadzorczej Projprzem w wypowiedzi dla Parkietu, stwierdził, że z wykonanych analiz wynika, że: „…samo wezwanie jest pewnego rodzaju zalegalizowaniem uprzednich niezgodnych z prawem praktyk”.

Projprzem jest płyną spółką, a jej free float to ponad 49% akcji (42% ogólnej liczby głosów). GK Immobile jest największym akcjonariuszem Projprzem, mającym akcje dające 17,44% ogólnej liczby głosów, a wzywa na kolejne 14,92%. Jeśli wezwanie powiedzie się to GK Immobile znajdzie się tuż pod progiem 33%.

Spółka – jak sama pisze w raporcie bieżącym – działając w celu ochrony praw akcjonariuszy mniejszościowych pozwała GK Immobile i chce w ramach procesu ustalić czy głównemu akcjonariuszowi przysługuje prawo głosu z posiadanych akcji. Spółka wskazuje, że przyczyną złożenia pozwu jest podejrzenie, że GK Immobile „dokonała naruszenia przepisów ustawy o ofercie publicznej, a szczególności dotyczących notyfikacji, o której mowa w art. 69 powołanej ustawy”.

Wskazany przez Projprzem przepis art. 69 ustawy o ofercie nakazuje akcjonariuszom dokonywania notyfikacji zmian stanu posiadania akcji spółki publicznej. Jego celem jest zapewnienie że wszyscy zainteresowani będą znać aktualną strukturę akcjonariatu spółki. Obowiązek informacyjny dotyczy tylko znaczących akcjonariuszy, czyli tych którzy posiadają akcje dające więcej niż 5%. Wykonanie tego obowiązku polega wyłącznie na przesłaniu do spółki i KNF informacji dotyczącej zmiany zaangażowania. Niby nic wielkiego, ale sankcje za naruszenie tego obowiązku są drakońskie. Można dostać wysoką karę administracyjną od KNF, ale naruszenie może skutkować też zakazem wykonywania prawa głosu z akcji. Ustawa nie bawi się w subtelności i nie rezerwuje nałożenia tego zakazu tylko dla najistotniejszych naruszeń. W konsekwencji, nawet niewielkie naruszenia (np. jednodniowe opóźnienie notyfikacji) skutkują bezwzględnym zakazem wykonywania prawa głosu. Zakazu tego nie znosi nawet późniejsze prawidłowe wykonanie obowiązku.

W przypadku naruszenie obowiązków z art. 69 zakaz wykonywania prawa głosu może dotyczyć tylko akcji, które były przedmiotem transakcji powodującej osiągnięcie lub przekroczenie określonego progu ogólnej liczby głosów. Innymi słowy zakaz nie dotyczy wszystkich akcji ale tylko tych których nabycie – wbrew obowiązkowi – nie było notyfikowane. Jeśli więc przykładowo – tak jak w tej sprawie – akcjonariusz posiadał ponad 17% głosów, to nabycie pakietu dającego 2% głosów już spowoduje powstanie obowiązku informacyjnego[1].

Akcjonariusze rzadko zapominają zawiadomić rynek o takich transakcjach. Jednak nie zawsze powstanie obowiązku jest związane z bezpośrednim nabyciem akcji. Dużo częściej, szczególnie w sporach korporacyjnych, jest podnoszony argument powstania obowiązku notyfikacyjni w związku z innymi zdarzeniami. Najbardziej popularny jest zarzut tzw. działania w porozumieniu, które dotyczy wspólnego nabywania akcji spółki, zgodnego głosowania na walnym zgromadzeniu lub prowadzenia trwałej polityki wobec spółki. Samo porozumienie nie musi być pisemne, a każda z tych przesłanek jest w znacznym stopniu ocenna (Kiedy polityka jest trwała? Czy „zgodne głosowanie” zależy od ilości uchwał, ich ważności?).

Naruszenie obowiązku notyfikacji skutkuje bezwzględnym zakazem wykonywania prawa głosu. I co najważniejsze, zakaz ten nie jest czasowy, czyli nie znika z momentem wykonania obowiązku. W efekcie, takie naruszenie może pozbawić akcjonariusza prawa głosu z akcji prawie na zawsze. Akcjonariusz musi zbyć akcje by można było z nich wykonywać prawo głosu. Sankcja związana jest z akcjonariuszem, który nie dokonał notyfikacji, a nie z samymi akcjami. Jeśli staną się one własnością kolejnej osoby, to można z nich głosować na normalnych zasadach. Nabywca będzie mógł więc głosować z akcji, które były objęte zakazem. Wielu akcjonariuszy różnych spółek było już zmuszonych do dokonania takich oczyszczających transakcji zbycia akcji, co było jedynym sposobem na odzyskanie prawa głosu z akcji.

Ten przykład najlepiej pokazuje jak bardzo należy uważać z wykonywaniem obowiązków związanych ze znacznymi pakietami akcji.

 

 

 

 

 

 

 

[1] zakładając, że akcje są dopuszczone do obrotu na rynku oficjalnych notowań giełdowych

Reklama jakiej jeszcze nie znacie!

Cherry vintage grunge retro advertising poster, vector illustration.  Retro vegetables for farm fresh

Przykład zakazanej reklamy.

Nie będę udawał, że wiem cokolwiek o reklamie. Sięgam więc do internetów i dowiaduję się, że reklama to informacja połączona z komunikatem perswazyjnym, która zazwyczaj ma na celu skłonienie do nabycia lub korzystania z określonych towarów i usług[1]. Moje przeczucia potwierdziły się! Reklamuję mój towar, żeby go sprzedać. Dziecinnie proste. Jednak nie na rynku papierów wartościowych.

Zmieniło się właśnie słynne prospektowe rozporządzenie 809/2004. Nowelizacja nie jest obszerna i rewolucyjna, ale zawiera kilka godnych uwagi rozwiązań[2]. Zmienia się m.in. regulacja dotycząca kampanii reklamowych związanych z ofertami publicznymi. Do tej pory naczelnymi zasadami były:

  • zgodność informacji zawartych w materiałach reklamowych z prospektem;
  • wskazanie promocyjnego charakteru materiałów;
  • wskazanie że mamy lub będziemy mieć prospekt;
  • wskazanie, że wszystko co istotne (i wiążące) jest zawarte w prospekcie.

Publikowano prospekty, ale obok nich materiały promocyjne m.in. w postaci ulotek, ogłoszeń prasowych i banerów reklamowych. I wszystko działało. Ktoś jednak doszedł do wniosku, że nie do końca. Najprawdopodobniej celem było wzmocnienie ochrony klientów indywidualnych. Niestety wyszło słabo. Dla mnie ta zmiana jest podręcznikowym wręcz przykładem przeregulowania rynku.

Nowe przepisy stanowią, że informacje dotyczące oferty publicznej „ujawniane czy to do celów reklamowych, czy innych” (!?) nie mogą „przedstawiać wyraźnie jednostronnego poglądu na temat informacji zawartych w prospekcie emisyjnym, w tym przez ominięcie negatywnych aspektów takich informacji lub położenie na nie mniejszego nacisku niż na aspekty pozytywne”. I to jest wyzwanie! Kto jest w stanie skonstruować reklamę, która spełni te wymagania? Reklama ma być zrównoważona, czyli w tych samych proporcjach przedstawiać pozytywy i negatywy. Z takim samym naciskiem na oba typy informacji. Wychodzi na to, że sformułowanie „Solidne zyski”, trzeba koniecznie zrównoważyć frazą „Dotkliwe straty”, a „Stabilny rozwój” hasłem „Niepewna przyszłość”. I to taką samą czcionką i kolorem. A może po prostu wystarczy przepisać na każdej ulotce, czy ogłoszeniu czynniki ryzyka wymienione w prospekcie. Tam zajmują 10 stron A4, więc spokojnie zmieszczą się na internetowym banerze reklamowym 4×2 cm i będą czytelne. Pluralizm i brak jednostronnych poglądów zapewniony.

Z drugiej strony można twierdzić, że w większości przypadków nie da się pogodzić nakazu publikacji rzetelnych informacji w prospekcie i materiałach reklamowych z opisanym nakazem „zrównoważonej reklamy”. Większość spółek przeprowadzających oferty publiczne akcji czy obligacji rozwija się i zarabia. Większość informacji o takich spółkach jest pozytywna. Taki pozytywny, a przy tym prawdziwy, wydźwięk w większości mają prospekty. Jeśli jednak w materiałach reklamowych ten pozytywny wydźwięk musi zostać zrównoważony informacjami negatywnymi, to oznacza to że ma być ich tyle samo? Trzy pozytywne i trzy negatywne. Czy może mają mieć taką samą wagę? Z trzech pozytywnych wynika, ze spółka zarobi 80 milionów, to trzeba zrównoważyć trzema negatywnymi, z których wyniknie, że może stracić właśnie 80 milionów? Jeśli negatywnymi informacjami zrównoważymy pozytywy to przekaz reklamowy będzie zrównoważony, ale nierzetelny i nieprawdziwy. Dochodzimy do absurdu.

Jak te przepisy będą stosowane nie wiadomo. Moim zdaniem poziom ochrony inwestorów indywidualnych nie zwiększy się, ale za to będziemy mogli podziwiać produkty reklamopodobne, jakich do tej pory nie było.

[1] https://pl.wikipedia.org/wiki/Reklama

[2] http://eur-lex.europa.eu/legal-content/PL/TXT/PDF/?uri=CELEX:32016R0301&from=PL

Unia personalna Orlenu i PKO BP

abstrakcyjne to wektorDobra zmiana ma wiele twarzy. Powierzenie panu Wojciechowi Jasińskiemu funkcji Prezesa Zarządu PKN Orlen odbiło się na rynku szerokim echem. Powołanie go w skład Rady Nadzorczej  PKO BP też miało swój ciężar gatunkowy. Nieoczywistym skutkiem tych decyzji jest uznanie przez ORLEN, że PKO BP jest osobą blisko związaną z panem Wojciechem Jasińskim. Skutkiem tego będzie zapoczątkowana właśnie praktyka publikowania przez ORLEN raportów bieżących dotyczących transakcji na instrumentach finansowych ORLEN dokonanych przez PKO BP.

Nawet jeśli teraz traktujemy to jako ewenement, to już niedługo będzie to absolutny standard. Wyjątkowo jednak kłopotliwy.

Osoba obecnie blisko związana

Transakcje osób blisko związanych są obecnie raportowane przez samych insiderów, czyli m.in. przez członków zarządu. O tym kto jest osobą blisko związaną decyduje obecnie ustawa o obrocie. W interesującym nas zakresie ustawa, stanowi, że osobami blisko związanymi są podmioty, w których członek zarządu: wchodzi w skład ich organów zarządzających lub nadzorczych, lub w których strukturze organizacyjnej pełni funkcje kierownicze i posiada stały dostęp do informacji poufnych dotyczących tego podmiotu oraz kompetencje w zakresie podejmowania decyzji wywierających wpływ na jego rozwój i perspektywy prowadzenia działalności gospodarczej[1] . Jak widać nie wystarcza samo pełnienie funkcji w zarządzie lub nadzorze innej spółki lub ewentualnie pełnienie funkcji kierowniczych. Oprócz tego osoba pełniąca wskazane funkcje musi:

  • mieć stały dostęp do informacji poufnych dotyczących tej drugiej spółki; wymóg istnienia w drugiej spółce informacji poufnych – moim zdaniem – eliminuje z kręgu „osób blisko związanych” wszystkie spółki niepodlegające obowiązkom informacyjnym, czyli te których papiery wartościowe nie są notowane na żadnym rynku;

oraz

  • kompetencje w zakresie podejmowania istotnych decyzji.

W efekcie, samo zasiadanie w radzie nadzorczej innej spółki nie powoduje obecnie automatycznego uznania tej innej spółki za osobę blisko związaną. I dalej, nie skutkuje koniecznością raportowania o transakcjach tej drugiej spółki na akcjach naszego emitenta.

W przypadku ORLENU i PKO BP, uznano jednak, że wszystkie przesłanki są spełnione i ORLEN będzie raportował o wszystkich transakcjach PKO BP na akcjach ORLENU i prawach pochodnych dotyczących tych akcji ORLENU.

Osoba MARowsko blisko związana

Znacznie weselej będzie od 3 lipca 2016 r., kiedy wejdą w życie przepisy osławionego już rozporządzenia MAR. Będzie znacznie prościej, bo definicja osoby blisko związanej – przynajmniej w analizowanym względzie – jest znacznie mniej skomplikowana. Osoba blisko związana oznacza m.in. osobę prawną, w której obowiązki zarządcze pełni osoba pełniąca obowiązki zarządcze u emitenta[2]. Wszystko jest banalnie wręcz proste, bo „osoba pełniąca obowiązki zarządcze” oznacza „osobę związaną z emitentem (…), która:

a) jest członkiem organu administracyjnego, zarządzającego lub nadzorczego tego podmiotu; lub

 

b) pełni funkcje kierownicze, nie będąc członkiem organów, o których mowa w lit. a), przy czym ma stały dostęp do informacji poufnych dotyczących pośrednio lub bezpośrednio tego podmiotu oraz uprawnienia do podejmowania decyzji zarządczych mających wpływ na dalszy rozwój i perspektywy gospodarcze tego podmiotu”[3].

Tak skonstruowana definicja diabolicznie upraszcza całą sprawę. Osoba blisko związana to podmiot, w którym członek zarządu lub rady nadzorczej spółki giełdowej sprawuje funkcje zarządcze, czyli zasiada w zarządzie lub radzie nadzorczej. Nic więcej. Nie będzie więc mieć znaczenia ani dostęp do informacji poufnych w tej drugiej spółce (ani okoliczność czy taki podmiot posiada informacje poufne, w rozumieniu przepisów giełdowych), ani kompetencje do podejmowania kluczowych decyzji. Wystarczy sam fakt zasiadania w organach innego podmiotu. Równoległe zasiadanie w organach dwóch podmiotów będzie miało daleko idące konsekwencje. Żeby było ciekawiej nie wyłącznie dla osoby piastującej równolegle dwie funkcje, ale i dla obu spółek.

Czeka nas więc wysyp niespodziewanych, a nawet niechcianych unii personalnych, a w ślad za nimi wysyp – w zdecydowanej części – nikomu niepotrzebnych raportów.

 

 

 

 

[1] art. 160 ust. 2 pkt. 4) ustawy o obrocie

[2] Artykuł 3 ust. 1 pkt. 26) lit. d) MAR

[3] Artykuł 3 ust. 1 pkt. 25) MAR

Nowy przywilej Skarbu Państwa

logo designSejm próbuje właśnie nadrobić zaległości w implementacji dyrektywy Transparency II. Przy tej okazji pojawiają się też propozycje zmian w ustawie o ofercie, które nie są związane z tą dyrektywą i raportowaniem okresowym. Zmiany będą najprawdopodobniej dotyczyć też raportowania bieżącego (choć od lipca kwestie te będzie regulować rozporządzenie MAR!), ale i prawdopodobnie delistingu. Operacja oznaczona jest kryptonimem „druk sejmowy nr 70”.

Najprawdopodobniej nowelizacja doda również przepis stwierdzający, że przepisów o znacznych pakietach akcji nie stosuje się w przypadku pośredniego nabycia akcji przez Skarb Państwa, jeśli tylko podmioty wykonujące uprawnienia Skarbu Państwa, podmioty od niego zależne i osoby podejmujące decyzje działają niezależnie[1].

Nie chcę tutaj analizować szczegółowo treści tego przepisu, ale raczej zająć się samą ideą.

Pośrednie nabycie akcji

Pośrednie nabycie akcji zrobiło sporą karierę, jako sposób na obchodzenie obowiązku ogłoszenia wezwania. Na potęgę parkowano znaczne pakiety akcji różnych spółek publicznych do specjalnie przygotowanych spółek celowych (zwykle nie posiadających niczego oprócz takich pakietów), a następnie sprzedawano wszystkie udziały w tak przygotowanym wehikule. Same akcje spółki publicznej nie zmieniały właściciela, więc nie dochodziło do ich nabycia (czas akcjonariuszem była spółka celowa). Zmieniał się jedynie właściciel akcjonariusza. Nie było wezwania, choć znaczny pakiet faktycznie i ekonomicznie zmieniał właściciela.

Dla zamknięcia tej możliwości, w 2009 r. do ustawy o ofercie wprowadzono definicję pośredniego nabycia akcji i z takimi transakcjami powiązano obowiązek ogłaszania wezwań i obowiązki notyfikacyjne.

Skarb Państwa dominuje niekonsekwentnie

Prawie wszyscy się wzięli sobie do serca nowe regulacje. Z jednym wyjątkiem. Skarb Państwa nie traktował konsekwentnie siebie samego jako podmiotu dominującego wobec spółek, które kontrolował. Dotyczy to przede wszystkim grup kapitałowych szeroko pojętych spółek Skarbu Państwa. Przy założeniu istnienia kontroli Skarbu Państwa nad takimi grupami, nabywanie przez różne podmioty wchodzące w skład takich grup kapitałowych, akcji jednej spółki może prowadzić do pośredniego nabywania akcji tej spółki przez Skarb Państwa. Część takich transakcji może być przypadkowa i nieskoordynowana, a część wręcz przeciwnie. Argument o naruszeniu przez Skarb Państwa tych obowiązków był podnoszony w co najmniej kilku przypadkach, najczęściej oczywiście w ramach sporów korporacyjnych.

Niewykonanie zobowiązań związanych z pośrednim nabywaniem akcji (wezwania, a nawet notyfikacje) może prowadzić do utraty prawa głosu z akcji.

Co zmienia zmiana prawa?

I teraz pada propozycja wprowadzenia ustawowego zwolnienia Skarbu Państwa z obowiązków związanych z pośrednim nabywaniem akcji. Uzasadnienie nowelizacji jest nie dość, że jednozdaniowe, co jeszcze enigmatyczne. „Przepis (…) ma na celu wzmocnienie bezpieczeństwa zarządzania aktywami Skarbu Państwa”. Czy jednak cel ten szczytny cel zostanie w ten sposób osiągnięty?

Nie chcę tu powielać całej argumentacji związanej z naruszeniem zasady równego traktowania akcjonariuszy i inwestorów, problemem złotej akcji (gdzie jest proporcjonalność?), transparentności rynku, itd. To kwestie wielokrotnie podnoszone. Można jedynie zwracać uwagę na problem, który może pojawić się jeśli – oczywiście za kilka lat – okaże się, ze taki przepis jest niekonstytucyjny, albo sprzeczny z regulacjami europejskimi.

Zwracam jednak uwagę na inną kwestię. Nawet jeśli nowy przepis nie zostanie podważony, to powstanie inny problem. Skoro w 2016 r. pojawi się ustawowe zwolnienie Skarbu Państwa z obowiązków związanych z pośrednim nabyciem akcji, to czy nie oznacza to wprost, że wcześniej takie obowiązki obciążały Skarb Państwa? Moim zdaniem tak (choć używanie argumentu z pojawienia się nowego przepisu bywa zawodne). Jeśli jednak uznać takie rozumowanie, to Skarb Państwa może mieć poważny problem ze skutkami transakcji zawartymi przez ostanie 7 lat. A wtedy aktywa Skarbu Państwa nie będą bardziej bezpieczne.

[1] art. 1 pkt. 30 ) projektu nowelizacji, w zakresie dodania nowych ust. 4 i 5 do art. 90.

Nietypowy program odkupu w Quantum Software

locked doors situated inside of the remnant of berlin wall nowadays in the east side gallery area.

locked doors situated inside of the remnant of berlin wall nowadays in the east side gallery area.

Nabywanie akcji własnych jest zawsze interesujące bo dotyka dwóch kluczowych płaszczyzn funkcjonowania spółki. Istotą takiej transakcji jest zawsze zmiana w akcjonariacie przy czym zmiana właścicielska jest dokonywana przez zarząd samej spółki (akcje nabywa spółka reprezentowana przez zarząd). W jednym punkcie spotyka się właściciel i zarządzający. Pokusa nadużycia jest więc spora. By ją ograniczyć prawo polskie wprowadziło zakaz nabywania akcji własnych przez spółki (art. 362 § 1 KSH). Jest to zakaz o tyle zabawny, że sam KSH przewiduje aż 9 wyłączeń, z czego jedno otwarte[1]. Mimo wszystko, zasadą jest jednak zakaz nabywania akcji własnych przez spółkę, a ewentualne nabywanie akcji własnych jest wyjątkowo dopuszczone i musi być przeprowadzane w ramach ustawowych reguł.

Jeszcze ciekawiej robi się gdy akcje spółki dominującej nabywa jej spółka zależna. Przy takich transakcjach KSH traktuje grupy kapitałowe, jako całość (niestety Kodeks nie jest w tym podejściu konsekwentny). Przepisy o nabywaniu akcji własnych stosuje się odpowiednio do nabywania akcji spółki dominującej przez spółkę zależną (art. 362 § 4 KSH). Spółki są więc traktowane jakby były jednym podmiotem. Przyjęcie takiej fikcji prawnej oddaje jednak sens ekonomiczny całego zdarzenia. Nie obywa się jednak bez problemów.

Spółka zależna wzywa

Taką nietypową transakcje przeprowadza właśnie grupa Quantum Software. Wezwanie na akcje spółki dominującej Quantum Software S.A. ogłosiła właśnie spółka zależna – Quantum Qguar Sp. z o.o. Podstawą prawną skupu jest uchwała walnego zgromadzenia Quantum Software o upoważnieniu Zarządu do nabywania akcji własnych, która wyraźnie przewiduje, że skup może być przeprowadzony również przez spółkę zależną. Korzystając z tego, spółka zależna zamierza nabyć akcje Quantum Software celem ich umorzenia.

Transparentne i równe dla wszystkich zasady wezwania powodują, że przeprowadzanie w ten sposób skupu akcji własnych jest dobrą praktyką. Zwykle jednak wezwania ogłasza i akcje w nim nabywa sam emitent. Na tym przykładzie dobrze widać kilka trudności z odpowiednim  stosowaniem przepisów.

Co może spółka zależna?

Celem całej regulacji jest ograniczenie „krzyżowych” relacji właścicielskich pomiędzy spółkami z jednej grupy kapitałowej (z góry w dół i z powrotem), ochrona akcjonariuszy mniejszościowych (np.  przy nabywaniu akcji od wybranych po korzystnej cenie) oraz wyeliminowanie wpływania przez zarząd na wykonywanie praw z akcji spółki, którą zarządza. Temu ostatniemu służy przede wszystkim zakaz wykonywania z akcji własnych praw udziałowych, a w tym prawa głosu. Rozciąga się to też na zakaz wykonywania przez spółkę zależną praw z akcji w spółce dominującej. W ten sposób, nie można więc udawać swojego akcjonariusza. W zasadzie spółka zależna możne jedynie zbyć akcje spółki dominującej, albo po prostu je mieć. Co czasami daje ciekawe efekty.

Spółka zależna może nabyć akcje spółki dominującej jeśli spełni wszystkie ustawowe warunki. Wątpliwości mogą pojawić się już na starcie, gdy zapytamy o cel nabycia. Większość ustawowych wyjątków można zastosować wprost (np. programy motywacyjne, sukcesja uniwersalna), ale z niektórymi może być problem. Niektórzy prawnicy kwestionują np. możliwość nabywania przez spółkę zależną akcji spółki dominującej w celu ich umorzenia, argumentując, że osiągniecie takiego celu jest możliwe wyłącznie bezpośrednio przez spółkę dominującą (to ona będzie umarzać akcje). Moim zdaniem taka wykładnia jest zbyt rygorystyczna, a przeprowadzenie skupu akcji spółki dominującej przez spółkę zależną w celu ich umorzenia, może poprzedzać zbyciem tych akcji przez spółkę zależną na rzecz spółki dominującej, która dopiero na koniec umorzy akcje własne. Umorzenie będzie celem (i ostatecznie skutkiem) zarówno całej operacji, jak i nabywania przez spółkę zależną.

W przypadku niektórych celów nabywania akcji własnych (zapobieżenie poważnej szkodzie, program motywacyjny i upoważnienie walnego zgromadzenia) muszą być spełnione trzy warunki przeprowadzenia skupu: (1) pełne pokrycie akcji, (2) maksymalny pułap skupu – 20% kapitału zakładowego, (3) utworzenie kapitału rezerwowego, ale z funduszy, które mogą służyć finansowaniu wypłaty dywidendy. Tworzenie takiego kapitału przez spółkę dominującą byłoby pozbawione zarówno podstaw, jak i celu. W końcu, to nie ona nabywa akcje. Problematyczne jest jednak, czy ten wymóg obowiązuje spółkę zależną, czyli czy ona nie powinna utworzyć takiego kapitału? Zdania są tu – jak zwykle – podzielone.

I na koniec, ciekawostka. O ile za nieprawidłowości przy nabywaniu akcji własnych można nawet teoretycznie iść siedzieć[2], to dokonywanie takich operacji poprzez spółki zależne jest wolne od tego ryzyka.

Jak widać, nietypowe rozwiązanie mają swoje lepsze i gorsze strony.

 

 

 

 

 

 

 

 

[1]Zakaz nie dotyczy nabycia na podstawie i w granicach upoważnienia udzielonego przez walne zgromadzenie” [art. 362 § 1 pkt. 8) KSH].

[2] art. 588 KSH