Category: Rynek kapitałowy

Bankructwo Detroit – takie rzeczy tylko w Ameryce

Detroit, miasto które niegdyś było jednym z symboli amerykańskiego sukcesu przemysłowego, dziś ubiega się o ogłoszenie niewypłacalności. Komisarz ds. zarządzania kryzysowego (Detroit Emergency Manager) nie osiągnął porozumienia z wierzycielami i zdecydował się na złożenie wniosku upadłościowego. Wniosek został zablokowany przez sąd, którego zdaniem redukowanie świadczeń emerytalnych jest sprzeczne z konstytucją stanową. Nie chcę tu nawet podejmować próby analizy szczegółów prawnych tej rozgrywki. Chciałbym natomiast zwrócić uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze na sprawność amerykańskich sądów upadłościowych (znakomita kontynuacja wpisu dotyczącego Drewexu), a po drugie na niemożność ogłoszenia upadłości polskich jednostek samorządu terytorialnego.

Fotolia_Detroit_XSJak upada Detroit

Kalendarium orzekania o niewypłacalności miasta Detroit, obciążonego długiem o wysokości blisko 20 mld USD długu wygląda następująco:

  • czwartek, 18 lipca, godzina 4:06 – Komisarz ds. zarządzania kryzysowego składa wniosek o upadłość
  • czwartek, 18 lipca, godzina 4:11 – zaplanowane zostaje posiedzenie sądu w sprawie z powództwa funduszy emerytalnych o zablokowanie wniosku Detroit o upadłość
  • piątek, 19 lipca, sąd wydaje trzy orzeczenia blokujące wniosek Detroit o upadłość
  • piątek, 19 lipca, popołudnie, gubernator składa apelacje od ww. orzeczeń piątek, 19 lipca, popołudnie, sąd apelacyjny wyznacza pełnomocnikom powodów (fundusze emerytalne) termin na złożenie odpowiedzi na apelacje … do godziny 17.00 (oczywiście tego samego dnia)
  • wtorek, 23 lipca, sąd apelacyjny wstrzymuje wykonanie orzeczeń blokujących wniosek Detroit o upadłość.

Cała sprawa rozegrała się na przestrzeni niespełna tygodnia, a w najbliższym czasie można oczekiwać na kolejne rozstrzygnięcia sądu apelacyjnego. Komisarz ds. zarządzania kryzysowego zakłada zakończenie procedury upadłościowej Detroit w terminie do końca września 2014 r., czyli po upływie roku.

Tymczasem w Polsce

Amerykańska procedura upadłościowa dla miast jest podobna do tej przeznaczonej dla przedsiębiorców. Polskie regulacje są zupełnie inne. Jednostka samorządu terytorialnego, czyli gmina, powiat czy województwo nie może w Polsce upaść. Prawo upadłościowe i naprawcze nie ma zastosowania do jednostek samorządu terytorialnego i odbiera im w ogóle tzw. zdolność upadłościową. W efekcie złożenie wniosku o upadłość gminy, musi zakończyć się jego oddaleniem.

Brak regulowania długów przez jednostki samorządu terytorialnego może jednak doprowadzić do wprowadzenia zarządu komisarycznego. W takich wypadkach, władze gminy powinny przygotować program naprawczy i przedstawić go ministrowi finansów, zabiegając o pożyczkę z budżetu państwa na zaspokojenie wierzycieli. Wierzyciele nie muszą więc obawiać się braku zaspokojenia lub redukcji wierzytelności.

 

Drewex, czyli nieefektywność polskiej upadłości

DREWEX S.A. w upadłości układowej poinformował o kolejnym orzeczeniu dotyczącym formy postępowania upadłościowego. Tym razem Sąd Okręgowy uchylił postanowienie Sądu Rejonowego o zmianie sposobu prowadzenia postępowania upadłościowego z upadłości z możliwością zawarcia układu na upadłość obejmującą likwidację majątku Spółki i przekazał sprawę do Sądu Rejonowego do ponownego rozpoznania.

Przy tej okazji nawet nie próbując ocenić zasadności tego czy innego rozstrzygnięcia warto zastanowić się nad efektywnością polskich restrukturyzacji.

Fotolia_StatkiNaBrzegu]_XS

Kalendarium upadłości DREWEX

Upadłość DREWEX przebiega następująco:

28 listopada 2011 – ogłoszenie upadłości likwidacyjnej (postanowienie prawomocne)

15 maja 2012 – zmiana sposobu prowadzenia postępowania z upadłości likwidacyjnej na upadłość układową

18 kwietnia 2013 – zmiana sposobu prowadzenia postępowania z upadłości układowej na upadłość likwidacyjną

11 lipca 2013 – uchylenie postanowienia z 18 kwietnia 2013 r. o zmianie prowadzenia postępowania.

Ile to jeszcze może trwać ?

Spółka po 20 miesiącach trwania postępowania upadłościowego ani nie zawarła układu z wierzycielami, ani nie upłynniła swojego majątku. Wierzyciele nie uzyskali nawet częściowego zaspokojenia, a widoki na szybkie rozwiązanie sprawy na drodze sądowej są raczej marne.

Jeśli utrzymana zostanie opcja układowa, to spółka musi przygotować aktualne propozycje układowe, przekonać do nich wierzycieli, przeprowadzić zgromadzenie wierzycieli, które przyjmie układ i doprowadzić do uprawomocnienia postanowienia o zatwierdzeniu układu. Dopiero to kończy postępowanie upadłościowe w opcji układowej. Uwzględniając wymogi proceduralne i realia sądowe zajmie to ponad rok, czyli całość zajmie co najmniej trzy lata.

Równie nieciekawie, jeśli chodzi o czas wygląda opcja likwidacyjna. Ewentualne postanowienie o zmianie sposobu prowadzenia postępowania musi zostać ponownie wydane, uprawomocnić się (trzeba zakładać, że zarząd ponowienie będzie się temu sprzeciwiał), dopiero z tym momentem syndyk może zacząć działać, przygotować i przeprowadzić zbycie całego majątku, podzielić uzyskane środki. Przy sprawnej organizacji zajmie mu to dwa lata, a całość zbliży się do pięciu lat.

Trudno uznać, że po upływie 4 lat prowadzenia postępowania upadłościowego realne jest kontynuowanie dotychczasowego biznesu. Restrukturyzacja polegająca na wykorzystaniu giełdowego statusu upadłej spółki dla innych przedsięwzięć nie jest niczym złym, ale nie może być uznawana za jedyna ścieżkę naprawy niewypłacalnego przedsiębiorstwa. A z tym niestety często mamy do czynienia.

Najsmutniejszym podsumowaniem sprawy będzie chyba jeden z ostatnich komunikatów syndyka, w którym informuje, iż „w związku z brakiem bieżących środków obrotowych z dniem 01.07.2013 roku nastąpi stopniowe wygaszanie procesów produkcyjnych”. Realia rynkowe i czas są nieubłagane.

Donald Tusk i informacje poufne PGNiG

Column tower in petrochemical plant at twilightCzy informacja o odwołaniu Prezesa Zarządu spółki giełdowej jest informacją poufną ? Na pewno tak. Informacja o takim zdarzeniu może zatrząść kursem akcji. Sprawa publikacji informacji o zmianach w zarządzie Daimlera była przyczynkiem do wydania istotnego orzeczenia ETS. Tymczasem w Polsce o odwołaniu pani Grażyny Piotrowskiej – Oliwy z funkcji Prezesa Zarządu PGNiG rynek dowiaduje się nie z raportu bieżącego spółki, ale z ust samego Premiera na konferencji prasowej. To już kolejne potknięcie polityków na informacjach poufnych dotyczących PGNiG. Jeszcze nie wybrzmiało do końca twitterowe ćwierkanie ministra Sikorskiego dotyczące zmian cen gazu, a już mamy kolejny przykład delikatnie mówiąc swobodnego traktowania zasad publikacji informacji dotyczących spółek publicznych, w których Skarb Państwa ma znaczące wpływy.

Kto i co może robić z informacjami poufnymi

Problem polega na tym, że Premier poinformował o decyzji Rady Nadzorczej PGNiG wczoraj przed godziną 16.00 (depesza PAP z 15:56), a komunikat samej Spółki pojawił się dopiero o 16.35 (raport bieżący nr 71/2013). Informacją poufną byłą informacja o odwołaniu Pani Prezes. Była to precyzyjna informacja dotycząca PGNiG, która nie została przekazana do publicznej wiadomości, a która po takim przekazaniu mogłaby w istotny sposób wpłynąć na cenę akcji tej spółki. Cenotwórczość tej informacji potwierdził rynek, gdyż po jej publikacji kurs akcji PGNiG spadł o prawie 2%. Premier posiadał więc informację poufną. Zasadą jest że każdy kto posiada informację poufną nie może jej ujawniać, niezależnie od sposobu jej pozyskania, jeżeli tylko wiedział lub przy dołożeniu należytej staranności mógł się dowiedzieć, że jest to informacja poufna (art. 156 ustawy o obrocie instrumentami finansowymi). Moim zdaniem karkołomne byłoby twierdzenie, że Premier nie wiedział, że ma do czynienia z informacją o dużym znaczeniu lub że informacja ta nie została jeszcze opublikowana. Nie da się również moim zdaniem zakwalifikować działania Premiera do któregokolwiek z wyłączeń od zakazu ujawniania informacji poufnych. Wyłączenia dotyczą bowiem kompetencji nadzorczych KNF, prowadzenia ofert publicznych i relacji emitenta z giełdą. Żadna z tych sytuacji nie miała miejsca.

I co dalej ?

Pewnie nic. Cała sprawa memorandum, którego podpisanie poprzedziło odwołanie Prezes Zarządu PGNiG jest mocno kontrowersyjna, jeśli chodzi o obrót informacjami poufnymi w relacjach spółka – Skarb Państwa – rynek. Wczorajsza wypowiedź Premiera wpisuje się niestety w trend swobodnego podchodzenia przez administrację rządową do faktu, że PGNiG mimo, że jest spółką o znaczeniu strategicznym dla Państwa, to jest również jest również spółką publiczną. To ostatnie zmienia zaś zasady przekazywania informacji o ważnych zdarzeniach dotyczących takiej spółki.

Spółka zombie

Fotolia_szkielet

W sprawach Centrum Informatycznego Kółek Rolniczych – spółki powiązanej z posłem Serafinem, wcześniej OLT Express Poland i wielu, wielu innych sądy upadłościowe oddaliły wniosek dłużnika o ogłoszenie jego upadłości, stwierdzając, że dłużnik nie dysponuje środkami pozwalającymi na pokrycie kosztów procedury upadłościowej. Przedsiębiorca jest więc bankrutem, którego nawet nie stać na przeprowadzenie upadłości. Co jednak dzieje się dalej?

Bankrut bez bankructwa

Przyzwyczajeni jesteśmy, że gdy ktoś nie płaci swoich długów, to sąd ogłasza jego upadłość. Miejsce zarządu zajmuje syndyk, który dzieli to, co zostało w upadłym przedsiębiorstwie, pomiędzy wierzycieli. Ogłoszenie upadłości traktujemy jako swoistą karę za doprowadzenie przedsiębiorstwa do ruiny. Czasami jednak, mimo tego że spółka jest niewypłacalna, to kara taka nie nadchodzi, a sąd oddala wniosek o ogłoszenie upadłości, wskazując, że majątek dłużnika nie wystarcza nawet na pokrycie kosztów postępowania. W takim rozstrzygnięciu sąd stwierdza, że dłużnik jest niewypłacalny, ale ponieważ nie ma z czego finansować całej procedury upadłościowej, to nie będzie ona wszczynana. Takie zaskakujące na pierwszy rzut oka rozwiązanie ma solidne uzasadnienie. Prowadzenie postępowania upadłościowego nie jest celem samym w sobie, ale ma prowadzić do możliwie pełnego zaspokojenia wierzycieli. Na jakiekolwiek zaspokojenie nie ma jednak szans, gdy dłużnik nie ma majątku. Wdrażanie procedury upadłościowej nie ma więc sensu i dlatego sąd oddala wniosek o upadłość. Mamy więc bankruta, ale nie mamy bankructwa.

Życie po życiu

Mimo takiego orzeczenia (a właściwie dzięki niemu) dłużnik funkcjonuje w zasadzie normalnie. Cały czas taka spółka ma te same długi. Ma też ten sam majątek, czyli: brak majątku. Spółka powinna mieć zarząd i radę nadzorczą. Zwykle jednak członkowie tych organów składają rezygnacje albo z czasem ich mandaty same wygasają. Najczęściej spółka nie prowadzi żadnej działalności, więc nie generuje żadnych przychodów. Szanse na zmianę sytuacji takiej spółki-zombie są więc jedynie teoretyczne. Cały czas jednak figuruje ona w rejestrze.

Jej wierzyciele mogą skorzystać z różnych ulg podatkowych na tzw. złe długi. Pewnym pocieszeniem dla wierzycieli może być to, że postanowienie o oddaleniu wniosku o ogłoszenie upadłości, ze względu na brak środków nawet na koszty postępowania jest równoznaczne z bezskuteczną egzekucją wobec spółki, co otwiera możliwość dochodzenia zapłaty bezpośrednio od członków zarządów spółek z o.o. i wspólników spółek osobowych.

Wspólnicy takiej spółki mogą zdecydować o jej likwidacji. Zlikwidowanie takiej spółki i wykreślenie jej z rejestru jest możliwe również bez spłacenia długów. Konieczne jest jednak sfinansowanie kosztów likwidacji ze środków zewnętrznych, bo spółka nie ma żadnego majątku, a za to ma wielu wierzycieli szukających zaspokojenia swoich wierzytelności. Czasami takie likwidacje są przeprowadzane z powodów wizerunkowych. Może to mieć miejsce, gdy dochodzi do przejęcia całej grupy kapitałowej, w skład której wchodzi taka spółka-zombie i nowy inwestor nie chce być kojarzony z takimi biznesami. Są to jednak sytuacje wyjątkowe i dlatego w rejestrach straszy i straszyć będzie wiele takich spółek.

Solar kontrolowany przez KNF

Konflikt akcjonariuszy w Solar Company obfituje w ciekawe wydarzenia. Moim zdaniem warto jednak zwrócić uwagę na precedensowy sposób, w jaki Komisja Nadzoru Finansowego zainterweniowała w tej sprawie. KNF przyłączyła się do procesu o stwierdzenie nieważności uchwał z powództwa akcjonariuszy mniejszościowych. Na tym jednak nie poprzestano. KNF zleciła także wybranemu przez siebie biegłemu rewidentowi kontrolę ksiąg rachunkowych i raportów okresowych spółki.

Szczególne uprawnienie KNF

25 cctv camera watching you on concrete wallKNF chyba po raz pierwszy skorzystała z kompetencji zawartej w art. 68 ust. 3 ustawy o ofercie. Przepis ten przyznaje KNF szczególne uprawnienie do bezpośredniego zlecenia podmiotowi uprawnionemu do badania sprawozdań finansowych przeprowadzenia kontroli ksiąg rachunkowych i informacji zawartych w raportach okresowych spółki publicznej. Biegły rewident działa więc na zlecenie KNF. Można powiedzieć, że czynności kontrolne Komisja wykonuje za pośrednictwem wybranego biegłego. To szczególne uprawnienie może być wykorzystywane w wyjątkowych wypadkach, gdy Komisja ma wątpliwości co do prawidłowości lub rzetelności informacji okresowych lub prawidłowości prowadzenia ksiąg rachunkowych. Koszty kontroli przeprowadzonej przez takiego biegłego co do zasady obciążają KNF. Jednak jeśli kontrola wykaże, że wątpliwości były uzasadnione, to emitent zwraca Komisji koszty kontroli.

Dlaczego Solar był pierwszy ?

W wypadku Solara wątpliwości co do rzetelności danych zawartych w prospekcie emisyjnym, a następnie raportach okresowych były podnoszone przez akcjonariuszy mniejszościowych od kilku miesięcy, o czym także informowana była KNF. Myślę, że można zakładać, że na sięgnięcie po tak szczególne rozwiązanie nie bez wpływu był również sposób działania Zarządu Solar i akcjonariuszy większościowych. Mam tu na myśli utrudnianie wykonywania praw kontrolnych przez akcjonariuszy mniejszościowych, szczególnie w zakresie wprowadzenia do rady nadzorczej przedstawiciela mniejszości oraz opór wobec powołania rewidenta do spraw szczególnych wskazywanego przez mniejszość. Zlecenie KNF otrzymał Ernst & Young Audit. Wcześniej akcjonariusze mniejszościowy proponowali, by to właśnie Ernst & Young Audit został rewidentem do spraw szczególnych. Walne zgromadzenie Solar głosami akcjonariuszy większościowych zamiast niego wybrało Grant Thornton.

W efekcie sytuację w Solar będzie badało dwóch rewidentów: jeden rewident do spraw szczególnych (Grant Thornton) wybrany przez walne zgromadzenia i drugi wybrany przez KNF (Ernst & Young Audit). Akcjonariusze dostaną więc dwa niezależne raporty.

A co będzie dalej ?

Spór w Solarze na pewno będę z uwagą obserwować. Tymczasem warto jeszcze zwrócić uwagę, że do Sejmu przekazano projekt szerokiej nowelizacji ustawy o ofercie, która zakłada również zmianę art. 68.

W myśl tego projektu w razie powzięcia wątpliwości co do prawidłowości lub rzetelności informacji okresowych lub prawidłowości prowadzenia ksiąg rachunkowych Komisja będzie mogła zlecić wybranemu podmiotowi dokonanie czynności rewizji finansowej lub innych czynności wymienionych w ustawie o biegłych rewidentach.

W mojej ocenie możliwości kształtowania przez KNF treści zlecenia będą jeszcze większe. Autorstwo projektu zmian można w znacznej części przypisać Komisji, więc można zakładać, że dodatkowe uprawnienia będą skrupulatnie wykorzystywane przez KNF. Niewątpliwie byłoby to kolejnym przejawem coraz aktywniejszej obecności Komisji na rynku kapitałowym.

Oferta zakupu akcji, czyli proteza wezwania

Co jakiś czas na rynku pojawiają się dziwne ogłoszenia pochodzące od różnych spółek publicznych. Zwykle zatytułowane są dość tajemniczo, najczęściej: „Oferta zakupu akcji”, ale też: „Zaproszenie do składania ofert sprzedaży akcji”. Z tego, co pamiętam, to prekursorem takiego rozwiązania była Grupa Żywiec, jednak później znalazło ono wielu naśladowców. Ostatnio raport bieżący zawierający ofertę zakupu akcji opublikował Tell S.A. z rynku regulowanego, a kilka tygodni wcześniej do składania ofert sprzedaży akcji zaprosiła Telestrada S.A., notowana na New Connect.

Nabywanie akcji przez przyjęcie oferty sprzedaży

Fotolia_Banksy(czyszczenie)_XSSpółki publikujące takie komunikaty zamierzają nabyć akcje własne od swoich akcjonariuszy. Proces jest przeprowadzany w sposób dosłownie odwrotny wobec logiki oferty nabycia akcji, do jakiej przyzwyczaiły nas klasyczne wezwania. Poprzez ogłoszenie wezwania spółka zamierzająca nabyć akcje własne składa swoim akcjonariuszom ofertę nabycia akcji. W przypadku „ofert zakupu akcji” spółka nie składa żadnej oferty, ale zaprasza akcjonariuszy do składania jej takich ofert. Zaproszenie przewiduje jednak, że oferta akcjonariusza ma mieć ściśle określone parametry. W zasadzie akcjonariusz w „swojej” ofercie kierowanej do spółki może zadecydować jedynie o ilości akcji, których sprzedaż oferuje. Pozostałe parametry transakcji są ustalone przez spółkę. Mechanizm transakcji polega więc na złożeniu spółce przez akcjonariuszy ofert sprzedaży akcji i przyjęciu tych ofert przez spółkę.

Wykorzystywana jest tu klasyczna konstrukcja prawa cywilnego zawarcia umowy przez przyjęcie oferty. Spółka co prawda ustala treść oferty, ale formalnie ofertę składa akcjonariusz. Gdy spółka przyjmuje ofertę, dochodzi do zawarcia umowy sprzedaży. Konstrukcja jest więc podobna do stosowanej w wezwaniach, gdzie w odpowiedzi na wzywanie akcjonariusze składają zapisy, stanowiące oferty sprzedaży akcji, które są przyjmowane przez nabywającego akcje w wezwaniu.

Brak dobrowolnych wezwań

Stosowanie tak osobliwego instrumentu jest wymuszone przede wszystkim ograniczeniami stosowania przepisów o wezwaniach. Obecnie nie ma prawnej możliwości ogłaszania wezwań w sytuacjach, w których nie istnieje taki obowiązek. Nie można więc dobrowolnie ogłosić wezwania. W sytuacjach nabywania akcji własnych przez spółki, co najmniej pożądane jest zwrócenie się do wszystkich akcjonariuszy z propozycją nabycia akcji będących ich własnością. Zapewnia to równy dostęp wszystkich do oferty, a przez to respektowana jest zasada równego traktowania akcjonariuszy. Na rynku regulowanym spółka może ogłosić wezwanie na akcje własne, ale tylko wtedy, gdy zamierza nabyć co najmniej dziesięcioprocentowy pakiet. Na New Connect nie ma nawet takiej możliwości, bo jedynym dozwolonym tam wezwaniem jest wezwanie poprzedzające podjęcie uchwały o zniesieniu dematerializacji akcji.

Spółki radzą sobie z tym problemem, stosując opisaną formułę zaproszenia do składania ofert sprzedaży akcji. Teoretycznie można powiedzieć, że brak regulacji nie uniemożliwia działania i rynek znalazł odpowiednie rozwiązanie. Problem polega jednak na tym, że stosowana konstrukcja nie zapewnia ochrony inwestorów na takim poziomie, z jakim mamy do czynienia w przypadku wezwań. Brak jest całej sformalizowanej procedury, z jej terminami, obowiązkami informacyjnymi jej uczestników, zabezpieczeniami i nadzorem KNF. Bezpieczeństwo obrotu byłoby znacząco większe w wypadku, gdyby wszystkie te zabezpieczenia funkcjonowały w dobrowolnych wezwaniach. Póki co, wprowadzenie przepisów o dobrowolnych wezwaniach pozostaje w sferze postulatów i co najwyżej kolejnych projektów zmian ustawy o ofercie.

Z deszczu pod rynnę, czyli bankructwo zamiast naprawy

Kilka dni temu przywołałem otwarcie postępowania naprawczego przez notowany na New Connect Waspol S.A., a już okazało się, że z tej próby nic nie będzie. Spółka poinformowała, że złożyła wniosek o ogłoszenie swojej upadłości.

Nieudane postępowanie naprawcze

Absolutna wyjątkowość postępowania naprawczego została kolejny raz potwierdzona empirycznie. Spółka sama informuje, że: „Działania wszczęte przez komorników sądowych, prowadzone pomimo rozpoczęcia postępowania naprawczego, w znacznym stopniu utrudniły funkcjonowanie emitenta. Zajęcie znacznych kwot oraz agresywne działania windykacyjne uniemożliwiły bieżące uzupełnianie zapasów towarów oraz zniechęciły do współpracy handlowej znaczną część odbiorców Spółki.”. Ochrona jaką uzyskał Waspol S.A. wszczynając postępowanie naprawcze okazała się niewystarczająca, albo przyszła zbyt późno. Można zakładać, że komornicy pozajmowali już zbyt wiele by spółka mogła odzyskać oddech niezbędny na negocjowanie z wierzycielami. Nie będzie więc kolejnego układu naprawczego w spółce publicznej.

Wniosek o upadłość w toku postępowania naprawczego

followtheblackcat

Spółka złożyła wniosek o ogłoszenie własnej upadłości, mając otwarte postępowanie naprawcze. Sytuacja jest specyficzna. Przez czas trwania postępowania w przedmiocie ogłoszenia, czyli do rozstrzygnięcia sądu czy ogłaszać upadłość, będzie trwać postępowanie naprawcze. Zakończyć je może tylko dłużnik poprzez cofnięcie swojego oświadczenia o jego wszczęciu. Jeśli tego nie zrobi, to paradoksalnie ochrona przed wierzycielami układowymi w postaci zawieszenia płatności zobowiązań, naliczania odsetek, zakazu wszczynania i prowadzenia egzekucji będzie trwać. Stan taki będzie istniał przez trzy, albo cztery miesiące (w zależności od wielkości przedsiębiorcy), gdy sąd musi  umorzyć postępowanie naprawcze ze względu na niezawarcie układu w odpowiednim terminie. W międzyczasie ochrona przed wierzycielami będzie trwać, gdyż nie ma przepisu wyraźnie wygaszającego w takiej sytuacji skutki wszczęcia postępowania naprawczego. W efekcie skutki te będą występować mimo, że oczywistym jest, że spółka nie przeprowadzi postępowania naprawczego. Przeciwna argumentacja oparta o cel regulacji (ochrona dłużnika na czas postępowania naprawczego) jest jednak co najmniej kusząca. Rozstrzygnięcie takiego sporu interpretacyjnego może mieć znaczenie np. przy ocenie roszczeń odszkodowawczych związanych z działaniami wierzycieli lub komorników. Jednak będzie to praca raczej już dla syndyka. Dla samego emitenta i jego akcjonariuszy pocieszenie to raczej marne.

Bankructwo spółki giełdowej

Ogłoszenie upadłości likwidacyjnej zwykle jest kwestią czasu, jeśli domaga się tego sam dłużnik. Dla posiadaczy papierów wartościowych takiej spółki publicznej poza oczywistą stratą z takiej inwestycji ma to również dodatkową konsekwencję. W pół roku od uprawomocnienia się postanowienia o ogłoszeniu upadłości likwidacyjnej papiery wartościowe upadłego są wykluczane z obrotu zorganizowanego. Dotyczy to zarówno rynku regulowanego, jak i alternatywnego systemu obrotu. Zarówno akcji, obligacji i innych notowanych instrumentów. Możliwość zbycia takich papierów nawet za symboliczne pieniądze – choćby w celu podatkowego rozliczenia straty – jest dodatkowo utrudniona.

Crowdfunding

Finansowanie społecznościowe jest już czymś znacznie więcej niż sposobem pozyskania środków na realizację najróżniejszych zamierzeń artystycznych. Za pomocą crowfundingu finansuje się również przedsięwzięcia czysto komercyjne. Nowością na polskim rynku jest oferowanie w ten sposób akcji. Prawdopodobnie pierwsza tego typu oferta została przeprowadzona przez Beesfund S.A.

crowdfunding_43515623_XS

Crowdfunding’owe proponowanie nabycia akcji za pomocą mediów społecznościowych i wyspecjalizowanych portali na pierwszy rzut oka może budzić wątpliwości. Jak można oferować akcje, opowiadając o tym wszędzie i ogłaszając to w internecie? Przecież to oferta publiczna, a jak oferta to i prospekt, a jak go nie ma, to KNF i prokurator… Na szczęście, tylko początek poprzedniego zdania jest prawdziwy.

Ogłaszanie w Internecie, że spółka oferuje swoje akcje na pewno jest ofertą publiczną. Jest to bez wątpienia proponowanie odpłatnego nabycia akcji, przy czym propozycja jest skierowane do nieograniczonej grupy adresatów i to za pomocą mediów elektronicznych. Piękny przykład publicznej oferty papierów wartościowych. Taka oferta zwykle wymaga prospektu emisyjnego. Od tej zasady są na szczęście wyjątki. Do crownfundingu pasuje idealnie zwolnienie z obowiązku prospektowego dla ofert o wartości poniżej 100.000 Euro. Istnienie tego zwolnienia dowodzi, że i prawnicy czasami kierują się zdrowym rozsądkiem. Wymaganie sporządzania prospektu emisyjnego w wypadku pozyskiwania tak drobnych kwot byłoby absurdalne. Wpływy z takiej emisji nie byłyby w stanie pokryć kosztów przygotowania i przeprowadzenia oferty. A czasami przeprowadzenie tak małych ofert może być korzystne dla wszystkich zainteresowanych. I tak jest w przypadku crowdfundingu.

Sama spółka musi jednak pamiętać, że zwolnienie z obowiązku sporządzania prospektu nie zwalnia jej z innych formalności, przede wszystkim, z zawiadomienia KNF o zakończeniu oferty publicznej. Obowiązków jest więc mniej, ale są.

Z punktu widzenia inwestora wzięcie udziału w tak prowadzonej ofercie nie wiąże się z ponadstandardowymi ryzykami. Pamiętać tylko należy, że mimo publicznego charakteru oferty spółka pozostaje prywatna, a jej akcje (póki co) nie będą notowane na żadnym rynku. Inwestor będzie więc akcjonariuszem spółki prywatnej z wszelkimi tego konsekwencjami.

Pozostaje więc życzyć jak najlepiej wszystkim spółkom, które będą próbowały szczęścia w emisjach crowfunding’owych.